Strona początkowa

Ekologia

Sucha Góra i drzewa- wióra

Resztki zielonogórskiej parkowej świetności- czy warto je ocalić?

Rynek w stylu international

Zielonogórski Park Krajobrazowy- czy powstanie?

Park Doliny Luizy- Nowe zielone błonia miasta z dwoma basenami otwartymi

Zielona nie za bardzo, a Góra tylko dla wtajemniczonych

Odbudować Górę Braniborską z ekskluzywnym parkiem!

Góra Braniborska dziś- przygnębiająca wizja lokalna

Gospodarka

Ekonomia dla gerontokratów

Władze bez ambicji?

Zielona Góra stolicą powiatu!

Bezpłatny Internet bezprzewodowy dla wszystkich mieszkańców

Stąd się ucieka byle szybciej. Zielona Góra- miasto skazane na kulturalny upadek?

Podsumowując 4 lata rządów konserwatystów w Zielonej Górze

Masterplan dla centrum miasta

Komunikacja

Koleją dookoła Trójmiasta

Kolej miejska w Zielonej Górze

MZK: jest źle czy tylko się nam zdaje?

Upadek czy wzlot zielonogórskiej komunikacji miejskiej?

Inne koleje lubuskie? Przełamać monopol PKP

Koleje w woj. lubuskim- ciekawy przykład transformacji ustrojowej

Odtworzyć zanikły transport zbiorowy pomiędzy woj. Lubuskim i Brandenburgią

Szybka Kolej Miejska dla Trójmiasta

Połączenie z Zielonej Góry do Berlina- Odtwórzmy czynnik który rozwijał nasze miasto przed wojną

Historia

Ciężarówką po pałac

Niech stosy zapłoną na nowo!

Kultura

Powrót upiora?

O remoncie amfiteatru i utraconych szansach na porządny festiwal

Teatr sp. z o.o.

O lubuską Zachętę Sztuk Pięknych

„Opera Leśna” w Zielonej Górze?

W królestwie walca, polki, kotylionów i gobelinów

Zielonogórski korowód winobraniowy, czyli upadek naszego karnawału

Mniej procentów więcej tańca

Z korowodu w korowód

Port lotniczy

Odlecieć z krainy marazmu

Polecimy czy utkniemy w biedzie?

Propozycja biznesplanu dla naszego portu

Inne

Duchowość, wiara

 
  
 
 
 

Zielona nie za bardzo, a Góra tylko dla wtajemniczonych

Adam Fularz

Fot. Shoty z filmu „Kontrakt Rysownika”



Ongiś moją uwagę przykuł film mojego ulubionego reżysera Petera Greenewaya pt. „Kontrakt Rysownika” („The Draughtsman’s Contract”). Cały film pełen jest oszałamiająco pięknych widoków okraszonych niespokojną muzyką Michela Nymana, zresztą to fascynacja pejzażami jest raczej treścią tego w malarski sposób nakręconego filmu artystycznego. Zwykłym widzom go nie polecam, bo zapewne szukają sensacji, której w tym trudnym, pełnym staroświeckiej i niezwykle wyuzdanej XVII-wiecznej angielszczyzny filmie wiele nie znajdą. Film ma jednak jedną zaletę- otwiera nasze oczy na piękno krajobrazu, i pozwala dostrzec pejzaże które malowane przez Matkę Naturę rozciągają się wokół nas. Zwykle bowiem ciężko je dostrzec- znikają przygniecione ciężarami dnia codziennego.
 

Fot. Shoty z filmu „Kontrakt Rysownika”


Ale pejzaże jednak są wokół nas, i oszałamiają spacerowicza, jeśli ten wie gdzie je można spotkać. Niestety- ta wiedza o możliwościach tutejszego krajobrazu jest dostępna tylko dla nielicznych. Nasze miasto zdaje się że zapomniało że jest „górą”, bo i z ulic w dolinach tego nie widać, ale i o samych górach zdaje się zapomniano. Góra Braniborska, ongiś tak popularna, jest zapuszczona, mimo że to właśnie tam lubię przyprowadzać osoby płci pięknej na przechadzkę połączoną z rozkoszowaniem się panoramą bliższej i dalszej okolicy. Tak dopiero czuję, że mieszkam w Zielonej Górze. Ale niestety- spacerowicze maja do dyspozycji co najwyżej straszliwie zapuszczony park. Wieża widokowa jest zamknięta i mieści jakieś instytucje, którym lepiej nie przeszkadzać w uwiądzie. Ongiś, przed wojną była tam restauracja, i dziś także z pewnością nie narzekałaby raczej na brak klientów (wszak miasto rozrosło się kilkakrotnie, sama wieża zaś nie) gdyby na powrót zaistniała w tym uroczym, choć niewiarygodnie zaniedbanym miejscu.

Powinna tutaj powstać Esplanada- luksusowy park na sztucznym wzniesieniu, pełen rzeźb i fontann, a teren ten winien zostać podsypany w górę i otoczony murem oporowym zakończonym balustradą, z której roztaczałby się zapierający dech w piersiach widok na całą okolicę. Tak wykorzystano pejzaż jaki roztaczał się z niewielkiego wzniesienia nad brzegiem Mozeli we francuskim Metz, gdzie ongiś mieszkałem- nad brzegiem rzeki zbudowano ekskluzywny park, pełen fontann, kwiatów i rzeźb, który stał się ulubionym miejscem wypoczynku mieszkańców tamtego miasta. W Zielonej Górze, gdzie „możliwości krajobrazu” zapierają dech w piersiach o wiele bardziej, nikt jednak nie myśli by to wykorzystać, by z takiego miejsca uczynić atrakcję turystyczną, którą każdy przyjezdny musiałby odwiedzić, by rozkoszować się pięknem tego miejsca.

Podobnie po wieży widokowej na górze ze starą skocznią narciarską w lesie koło dawnej Politechniki pozostał jedynie głęboki dół w ziemi, choć tam także widoki są atrakcyjne. Wieża widokowa na Górze Wilkanowskiej, skąd również roztacza się zapierający dech w piersiach widok, również jest zamknięta na cztery spusty, choć jest bardziej zadbana niż pozostałe. Wszystkie te budowle winny mieścić restauracje, knajpy, bary, i stawać się celem spacerów, wycieczek, „małej turystyki” weekendowej.

Niestety- dziś jedynym „punktem widokowym” jest teren niewielkiego wzgórza przy Palmiarni. Moim zdaniem w ogóle cały ten komplet powinien zostać przebudowany na rodzaj ogrodu botanicznego, którego wciąż brakuje w naszym mieście mimo różnych zapisów w strategiach. Nikt bowiem nie zauważa, jak bardzo brakuje w naszym mieście reprezentacyjnych i zrobionych z rozmachem parków. Ich powstanie zwykle nie wymaga dużych funduszy, jest jednak pracochłonne, wymaga poczucia estetyki i smaku, czego najwyraźniej brakuje rządzącym.

Bardzo zresztą przydałaby się podobna Esplanada w Krośnie, gdzie stromy brzeg Odry tworzy znakomity punkt widokowy. Niestety- tutaj także brak zdecydowanej wizji, rozmachu, podkreślenia unikalnego charakteru tego miejsca, połączonego ze stworzeniem w tym pięknym miejscu knajpek ze stolikami czekającymi na spragnionych spacerowiczów. Także podzielonogórskie Cigacice, które przed wojną rozwijały „małą turystykę” opartą na licznych ongiś winnicach (przez to miasteczko to zwało się „Kurortem Winogronowym”), kilku restauracjach z widokiem na uroczą dolinę i samej rzece (wszak tutaj Odra przebiega najbliżej miasta), dziś także zapomniały o wykorzystaniu unikalności tego swoistego „przełomu Odry” który rzeka tutaj stworzyła. Niewiele osób wyprawia się tam na spacery i weekendowe pikniki, brak jest też uwiecznionych na przedwojennych fotografiach statków spacerowych na Odrze, a szkoda. Nieodkryta jest także przepiękna panorama na Wał Zielonogórski, jaka roztacza się z rozłożonego na skraju doliny Odry pobliskiego Górzykowa, przed wojną zwanego „Górnymi Winnicami” (Oberweinberge).

Niestety- najwyraźniej my Polacy nie mamy tradycji spacerowania, cieszenia się otoczeniem- inaczej bowiem staralibyśmy się w pełni wykorzystać tutejsze pejzaże. Odzwierciedla to także nasz język. O ile niemiecki pełen jest zwrotów określających różne warianty spacerowania i przechadzania się, o tyle polszczyzna jest pod tym względem uboga. Ale dajmy naszym współmieszkańcom szansę- stwórzmy kilka miejsc wypoczynku i relaksu dla Zielonogórzan, wykorzystując w tym celu tutejsze wzgórza i pejzaże, jakie oferują je odwiedzającym, i doprowadźmy je „na wysoki połysk”. Otwórzmy się na piękno tutejszego krajobrazu, zadbajmy o nieliczne góry naszego miasta, stwórzmy z nich lokalne atrakcje- wszak jest to jedna z unikalnych cech tworzących tożsamość naszego miasta, o której najwyraźniej zupełnie zapomnieliśmy, lub zapomnieli ci którzy za estetykę i tożsamość naszego miasta odpowiadają.
 

Fot. Adam w Dolinie Odry, w Muzeum Łąki (Przełom Odry, tzw. Oderbruch), autor: R. Gawlik

 

 
©2006 A. Fularz :: e-mail