|
Podsumowując 4 lata rządów
konserwatystów w Zielonej Górze
Adam Fularz
Fot. Mrozer

Wkrótce
minie kadencja prezydentury konserwatystki,
Bożeny Ronowicz. Trudno oprzeć się wrażeniu że
jej wygrana w wyborach była zasługą przede
wszystkim negatywnego elektoratu jakie wykreował
poprzedni, nadzwyczaj pewny siebie układ
rządzący. Dziś konserwatyści znów chcą rządzić
Zieloną Górą. A co będzie gdy im się uda? A
jeśli to samo co poprzednio?
Co nasza p.
Prezydent zrobiła przez okres blisko 4 lat
swoich rządów? Szczerze powiedziawszy, niezbyt
wiele. Basen miejski nie ruszył nawet z miejsca
przez cały okres jej rządów pozostając wciąż
niesprecyzowaną ideą, lotnisko wciąż jest
najgorszym w Polsce (wystarczy wszak rzut oka na
statystyki liczb pasażerów), miasto ma fatalne,
w zasadzie najgorsze w kraju połączenia
kolejowe, a połączenie do Berlina wciąż jest w
sferze marzeń.
Trójmiasto
Lubuskie nieco przyspieszyło, choć wciąż
pozostało w sferze planów. Wszelkie aglomeracje
istnieją wszak dzięki wspólnemu systemowi
komunikacji, a w Zielonej Górze w tym kierunku
nawet nie zrobiono żadnego kroku. Linia do Nowej
Soli, na której powinien co 30 minut kursować
autobus szynowy, dzięki „zaangażowaniu” władz
miasta z dwutorowej stała się jednotorową.
Podobnie ma się sprawa z kolejową obwodnicą
Czerwieńska i skrócenia czasu przejazdu do
Sulechowa- B. Ronowicz nie zrobiła wiele w celu
poprawy fatalnych połączeń kolejowych z Zielonej
Góry, choć ta inwestycja powinna lata temu
ruszyć z kopyta.
Port
lotniczy od 1,5 roku posiada nieuregulowany
status własnościowy m.in. dzięki politykom z
opcji konserwatywnej, co uniemożliwia
jakiekolwiek inwestycje by wreszcie miał on
takie wyposażenie jak wszystkie pozostałe porty
w Polsce. Miasto prawie nie zaangażowało się w
jego ożywienie, władze miasta konsekwentnie
milczą na ten temat, zupełnie jakby zły los
portu lotniczego ich nie dotyczył. Most drogowy
w Milsku także od lat pozostaje utopią, mimo że
podobno wrysowano go już na niektóre mapy (a
może nie zmazano, bo podobno kiedyś istniał
rzeczywiście). O tym przekonał się pewien
Niemiec który o mało nie wjechał do rzeki.
Konserwatywna p. prezydent nie podjęła żadnych
działań w celu ożywienia festiwalu w Zielonej
Górze- za jej kadencji po prostu nic się nie
ruszyło, a temat wrócił na tapetę dopiero w
okresie przedwyborczym. Propozycja przebudowy
zrujnowanego amfiteatru na Operę Leśną z
zadaszeniem nad miejscami publiczności, trafiła
w próżnię. Jeśli ze zrujnowanego przez cały
okres jej kadencji amfiteatru coś się wykluje,
to będzie to amfiteatr nieprzystosowany do
imprez komercyjnych, pozbawiony zadaszenia.
Zielona Góra straciła dzięki niej swą szanse na
Operę Leśną- czyli duży, zadaszony amfiteatr. Co
więcej, miasto wciąż nie ma porządnej sali
widowiskowo-koncertowej, a bardzo rzadkie w tym
mieście opery grane są w kościele Św. Ducha,
natomiast jeszcze rzadsze duże koncerty odbywają
się zwykle w sali gimnastycznej.
Komunikacja
miejska w Zielonej Górze jest nadzwyczaj złej
jakości. Autobusy kursują niesłychanie rzadko,
miasto posiada tylko jedną linię kursującą nie
rzadziej niż co 15 minut, mimo że w Gorzowie
Wielkopolskim takich linii jest co najmniej 5.
Zbiorowa komunikacja nocna rozpadła się por
rządami B. Ronowicz, a liczba pasażerów (80 tys.
dziennie) spadła do poziomu niższego niż choćby
w Gorzowie (90 tys.).
Propozycja
wykorzystania sieci kolejowej na terenie miasta
i poprzez jej modernizację oraz dobudowę 900
metrów toru na os. Pomorskie, również trafiła w
próżnię. Szkoda, bo niewielkimi inwestycjami
(rzędu kilku mln PLN) możnaby uruchomić w
Zielonej Górze rodzaj szybkiego tramwaju
wykorzystującego infrastrukturę miejskich linii
kolejowych po których dziś jeżdżą jedynie
drezyny miłośników kolei.
Tramwaj-szynobus po torach kolejowych w relacji
os. Pomorskie- Dworzec- ul. Wiśniowa
przypuszalnie miałby szansę zdetronizować „8”
jako główną oś komunikacyjną miasta, bo mimo
tego iż przebiega w oddaleniu ok. 400 metrów od
przystanku przy DH Centrum, oferowałby czas
przejazdu na os. Pomorskie w zaledwie 3-4
minuty, a na całej trasie przejazd zająłby ok.
10 minut. Tego typu inwestycja jest obecnie
realizowana w Krakowie (przedłużenie linii
kolejowej na krakowskie lotnisko) natomiast w
Zielonej Górze tego typu inicjatywy traktowane
są z jakimś absurdalnym przymrużeniem oka, jakby
były jakąś nierealną utopią.
Wysiłki
obecnej p. Prezydent w celu upiększania miasta
zasługują na osobny artykuł. Nie przedstawiła
ona żadnej interesującej koncepcji kontynuacji
rewitalizacji starówki, a to co jest było
robione na ostatnią chwilę, byle tylko wyszarpać
jakieś wątłe środki. Dzieje się tak mimo iż cała
wschodnia część starówki- ul. Krawiecka,
Jadwigi, Pl. Pocztowy, Masarska, Ciesielska,
wymagają pilnej rewitalizacji, stworzenia w tych
ciasnych uliczkach strefy ruchu pieszego,
pojawienia się tam sklepów, kawiarni,
restauracyjek. Podobnie z ulicą Reja- ta również
wymaga przekształcenia w deptak, i podobnie jak
całe centrum miasta. Konieczna jest budowa wielu
kamienic-plomb, które uzupełnią ubytki w
ciągłości zabudowy. Tu również nic się nie
posunęło, a zielonogórskie ulice straszą
szczerbatością.
Plac
Powstańców Wielkopolskich, jedyny duży
reprezentacyjny śródmiejski plac tego miasta, B.
Ronowicz przebudowała na... ozdobny parking,
oczywiście otoczony „szczerbatą” zabudową, nota
bene z jego zachodniej strony przechodzącą w
obrzydliwe ni-to-stragany, ni-domki
jednorodzinne. Zielona Góra wciąż razi
turpizmem. Także zielonogórskie „city” tudzież „downtown”,
kompleks biurowo-administracyjny pomiędzy ul.
Chopina i Westerplatte, w którym znajduje się
jedyny zielonogórski nowoczesny biurowiec, jest
raczej obrzydliwym szkaradzieństwem niż
estetyczną, reprezentacyjną dzielnicą biurową,
odgrywającą rolę nowego centrum miasta. Również
w tym kierunku B. Ronowicz nie podjęła żadnych
działań. Jej jedynym pomnikiem stała się
natomiast fontanna na pl. Bohaterów, urosła do
roli symbolu, myszy urodzonej przez górę.
Podobnie do
nikogo nie trafiły propozycje rewitalizacji
zniszczonych zielonogórskich parków,
przekształcenia Doliny Luizy od ul.
Sulechowskiej do ul. Batorego w park miejski i
ożywienie tamtejszych aż 3 dziś suchych basenów
(w mieście suchych basenów jest aż 5 sic!). B.
Ronowicz także nie zrobiła nic w sprawie
realizacji swej obietnicy wyborczej, czyli
budowy ścieżek rowerowych, co wprost aż oburza,
ponieważ obiecywała to wielokrotnie. Na
noworemontowanych na chwile przed wyborami ul.
Konstytucji czy Wyspiańskiego zamiast wybudować
ścieżki lub drogi rowerowe, zaniechano tego. To,
że do powstania sieci dróg rowerowych w mieście
nie trzeba wielkich funduszy, ale przede
wszystkim chęci, wielu wiader białej farby oraz
know-how, pokazuje przykład małego Sulęcina,
gdzie rowerem dotrzemy wszędzie wygodnymi
ścieżkami rowerowymi. W Zielonej Górze ścieżki
rowerowe to dzieło dyletanta który powinien
trafić pod sąd za zmarnotrawienie publicznych
pieniędzy.
Sprawiedliwie dodam jednak, że poprzednie władze
skupiały się głównie na rozbudowie
infrastruktury drogowej, widząc w tym antidotum
na wszystkie bolączki. Wydaje się jednak że
wzorem miast Zachodu Zielona Góra powinna
zmniejszać ruch w centrum, ograniczając np. ruch
na ul. Chrobrego czy Westerplatte i zmuszając
kierowców do korzystania z obwodnic i
nadkładania drogi celem przekonania ich do
korzystania z komunikacji miejskiej, która
powinna być szybka. Taka polityka transportowa
robi dziś furrorę w Europie i wydaje się
sensowną alternatywą dla utopijnego wyburzania
budynków w centrum miasta pod kolejne parkingi i
drogi, co było domeną układu politycznego sprzed
rządów B. Ronowicz.
Na koniec
wypada zapytać, czy B. Ronowicz ktoś
przeszkadzał w zrealizowaniu programu
konsekwentnego rozwoju miasta? Jakoś nie
słyszałem o tych którzy rzucali przeszkody w
realizacji jakiegoś ambitnego programu, o tych
którzy niszczyli jej pomysły, wobec czego wnoszę
że tych innowacji nie było za wiele. B. Ronowicz
nie robiła konferencji prasowych by narzekać na
jej politycznych przeciwników którzy
uniemożliwiają jej działania na rzecz rozwoju
miasta. Poza parkiem przemysłowym, fontanną oraz
skejtparkami trudno wyliczyć to, co po sobie
pozostawiła. Zabrakło koncepcji, wizji, oraz
chyba pewnej odwagi która każe władzom innych
miast porywać się na nawet kontrowersyjne
propozycje rozwoju. B. Ronowicz moim zdaniem nie
spełniła pokładanych w niej nadziei, ba, nie
spełniła nawet swoich obietnic.
|