Strona początkowa

Ekologia

Sucha Góra i drzewa- wióra

Resztki zielonogórskiej parkowej świetności- czy warto je ocalić?

Rynek w stylu international

Zielonogórski Park Krajobrazowy- czy powstanie?

Park Doliny Luizy- Nowe zielone błonia miasta z dwoma basenami otwartymi

Zielona nie za bardzo, a Góra tylko dla wtajemniczonych

Odbudować Górę Braniborską z ekskluzywnym parkiem!

Góra Braniborska dziś- przygnębiająca wizja lokalna

Gospodarka

Ekonomia dla gerontokratów

Władze bez ambicji?

Zielona Góra stolicą powiatu!

Bezpłatny Internet bezprzewodowy dla wszystkich mieszkańców

Stąd się ucieka byle szybciej. Zielona Góra- miasto skazane na kulturalny upadek?

Podsumowując 4 lata rządów konserwatystów w Zielonej Górze

Masterplan dla centrum miasta

Komunikacja

Koleją dookoła Trójmiasta

Kolej miejska w Zielonej Górze

MZK: jest źle czy tylko się nam zdaje?

Upadek czy wzlot zielonogórskiej komunikacji miejskiej?

Inne koleje lubuskie? Przełamać monopol PKP

Koleje w woj. lubuskim- ciekawy przykład transformacji ustrojowej

Odtworzyć zanikły transport zbiorowy pomiędzy woj. Lubuskim i Brandenburgią

Szybka Kolej Miejska dla Trójmiasta

Połączenie z Zielonej Góry do Berlina- Odtwórzmy czynnik który rozwijał nasze miasto przed wojną

Historia

Ciężarówką po pałac

Niech stosy zapłoną na nowo!

Kultura

Powrót upiora?

O remoncie amfiteatru i utraconych szansach na porządny festiwal

Teatr sp. z o.o.

O lubuską Zachętę Sztuk Pięknych

„Opera Leśna” w Zielonej Górze?

W królestwie walca, polki, kotylionów i gobelinów

Zielonogórski korowód winobraniowy, czyli upadek naszego karnawału

Mniej procentów więcej tańca

Z korowodu w korowód

Port lotniczy

Odlecieć z krainy marazmu

Polecimy czy utkniemy w biedzie?

Propozycja biznesplanu dla naszego portu

Inne

Duchowość, wiara

 
  
 
 
 

 

 

W królestwie walca, polki, kotylionów i gobelinów

Adam Fularz

 

Ostatnio miałem przyjemność odwiedzić pewną uroczystość w nowej sali Filharmonii Zielonogórskiej. Moja krótka wizyta w tym przybytku muz dała mi wiele do myślenia…Była to moja pierwsza wizyta w tym miejscu, i zapewne ostatnia, bowiem jakoś nie pałam chęcią do kolejnych odwiedzin tego miejsca. Lubię ten rodzaj muzyki i odwiedzam od czasu do czasu koncerty w różnych miastach, jednak w naszej zielonogórskiej filharmonii nie mogłem wysiedzieć na miejscu do końca koncertu. Co jest tego przyczyną?

 

 

Władze Filharmonii mają ogromne zdolności managerskie i niezwykły dryg do rozbudowy tej instytucji, co jest nielada wyczynem w ciężkich gospodarczo czasach. Budowla jest znakomicie utrzymana, i niedługo zostanie ukończona nowa sala koncertowa. Pytanie tylko, co w niej usłyszymy. Bo ja usłyszałem repertuar, który mnie zniechęcił, znudził i odepchnął. Nie sądziłem, że jest aż tak źle. Czy należy za to winić władze filharmonii, które świetnie się sprawdzają w rozbudowie przybytku, natomiast nie potrafią do niego przyciągnąć publiczności?

 

Akcja sponsorowania foteli do nowej sali koncertowej spowodowała przyciągnięcie wielu osób do filharmonii, ale one prawdopodobnie już tam nie wrócą. Bo nie wraca się do królestwa kotylionów i baloników rodem ze szkolnej auli, gobelinów na ścianach oraz polek i walców w repertuarze. W takich nieatrakcyjnych miejscach po prostu się nie bywa, i nie jest to kwestia tylko gustu do muzyki. Więc czego?

 

Wielokrotnie słyszałem już przeboje muzyki klasycznej ostatnich dwóch dekad w wykonaniu orkiestry pod batutą młodych dyrygentów. W kilkoro muzyków początkujący wyjadacze skrzypiec i wiolonczeli pokazali, że muzyka klasyczna fascynuje, oczarowywuje i porywa słuchaczy w inny świat. Młodym muzykom udało się słuchacza oczarować i świetną aranżacją, i wyśmienitym repertuarem. We wspomianej filharmonii natomiast udało się mnie znudzić staromodnym walcem, i w moim odczuciu nikt nawet nie starał się przyciągnąć słuchacza czymś modnym, nowym, interesującym i nieodkrytym.

 

Nie poczuwam się do roli konesera muzyki, lecz lubię posłuchać tych utworów, które mi się spodobały i zwróciły moją uwagę. Zauważyłem też, że podobne gusty kierują doborem repertuaru w filharmoniach innych miast. Więc może istnieje jakiś porządek, który decyduje o popularności tych instytucji w innych miastach? Może one starają się lepiej wpasować w gusta potencjalnych bywalców?

 

W Polsce są orkiestry, które są na topie i przyciągają słuchaczy swoją ofertą. W Tychach działa orkiestra AUKSO pod dyrekcją Marka Mosia, która gra nieco ambitniejszą i nowocześniejszą muzykę klasyczną- Góreckiego, Bartóka, Brittena. Również Filharmonia Narodowa w Warszawie gra Pendereckiego, Lutosławskiego, a nawet awangardowego Nymana!

 

Wydaje się, że swoją powinność władze filharmonii widzą jako granie dla grania, bez konieczności dopasowywania się do potrzeb publiczności. Koncerty symfoniczne mają miejsce niezwykle rzadko, a utwory nie są dobrane na poziomie takim, jakiego oczekiwałem i w mojej ocenie nie to grywa się w filharmoniach, by zainteresować melomanów. Byłem, eufemicznie ujmując, negatywnie zaskoczony tym, co usłyszałem i było mi przykro, że wysiłki muzyków zmusiły mnie do wymknięcia się chyłkiem w przerwie.

 

Proponowałbym jednak ten stan rzeczy odmienić. Może władze filharmonii poszukają młodych i zdolnych dyrygentów? Przecież nawet na zielonogórskiej alma mater jest taki kierunek studiów. W wielu krajach europejskich normą są konkursy na takie stanowiska, a władze w interesie ogółu starają się wybrać najlepszą możliwą kandydaturę. Kiedy odbył się w Zielonej Górze ostatni konkurs na obsadę tego stanowiska? Przecież manager, który kieruje filharmonią, nie musi być jednocześnie jej dyrygentem i często tych stanowisk się nie łączy. Opery także mają managerów i dyrektorów artystycznych, a łączenie tych stanowisk jest w oczach ekonomisty co najmniej dziwne, bo wymagają przecież dość odmiennych umiejętności, wykształcenia i zdolności.

 

A może nie jest to wina łączenia stanowisk, lecz braku środków finansowych? Zgadza się, kultura wysoka kosztuje, i trzeba o wiele większego zaangażowania muzyków by doprowadzić orkiestrę na wysoki poziom. Zakładam, że utwory wymienionych przeze mnie kompozytorów są dość trudne do opanowania. Dobrym muzykom za grę należy słono zapłacić, honoraria mogą dochodzić do kilku tys. PLN miesięcznie. Oznacza to że cała przyjemność posiadania filharmonii klasą pokosztuje podatnika jakieś dodatkowe 1,5 mln rocznie, jeśliby policzyć honoraria dla muzyków. Wówczas jest poziom i jest klasa, ale to słono kosztuje. Dobrzy muzycy za niskie stawki zagrać nie chcą. Bez tego mamy za to orkiestrę, która mogłaby grać w szkolnej auli wśród kotylionów i gobelinów. Pytanie tylko, czy to jeszcze jest filharmonia.

 

Żal mi patrzeć na upadek kultury w stolicy województwa. Być może ta nasza filharmonia jest tworem ponad siły, i istnieje tylko po to, że miastu tej wielkości wypada taką instytucję posiadać (ma ją ponadto 20 innych miast w Polsce). Dopiero po powrocie z tego przybytku muzyki uświadomiłem sobie, że tak naprawdę stan zielonogórskiej filharmonii tragicznie źle świadczy o elitach władz urzędujących w Zielonej Górze, do których jakoś z miejsca straciłem szacunek po obejrzeniu dowodu kulturalnego zacofania. Przecież one nawet tego rodzaju kultury nie potrzebują, nie widzą jego możliwości i tolerują jego kryzys i postępujący upadek, mimo że ich zadaniem jest dbałość o rozwój kultury i poprawę statusu miasta w wyścigu po inwestorów, którzy także są z reguły kulturalnymi ludźmi i muzyką się interesują.

 

Jeśli władze chcą tworzyć pseudofilharmonię, której rolą jest tylko pozorowanie działalności, to lepiej może przyznać się do tego, że 180-tysięcznej aglomeracji (Zielona Góra-Sulechów-Nowa Sól) nie stać na należyte utrzymanie jedynego miejsca kultury wysokiej. Może należy sprowadzać orkiestry z innych miast, co i tak jest już mocno rozwiniętą praktyką władz filharmonii? Może po prostu nie potrafimy sobie zorganizować rozrywki na poziomie, więc pozwólmy by zrobili to za nas inni?

 

Mam prośbę do władz filmarmonii. Gdyby któryś z gobelinów się przypadkowo rozpruł, to proszę z niego zrobić wielką pajęczynę i rozwiesić ją w rogu tej nowej sali. Można tam także umieścić także pająka z kolorowego papieru. Niech to symbolizuje popularność i nowoczesność naszego przybytku muzyki i niech będzie symbolem pamięci o tych, którzy w filharmonii nie bywają, ponieważ nie interesują się gobelinami, tangami, walcami ani balonikami, i bynajmniej nie z tego powodu, że są niekulturalni.

 

Być może koniec filharmonii w Zielonej Górze nastąpi wówczas, gdy zabraknie chętnych tego gatunku sztuki. Patrząc na obecne, coraz rzadsze koncerty, wydaje mi się że likwidacja zielonogórskiej orkiestry jest możliwa i będzie tylko dowodem prowincjonalności elit umysłowych i marginalizacji miasta. Jeśli obecny stan już nie jest tego wystarczającym dowodem.

 

 

 

 
©2006 A. Fularz :: e-mail