|

MZK: jest źle czy tylko się nam
zdaje?
Adam Fularz
(artykuł z roku 2004)
Dyrekcja MZK w Zielonej
Górze utrzymuje, jakobym przesadzał twierdząc że stan
komunikacji miejskiej w Zielonej Górze był zły. A to jest
nieco zabawne, przypomina bowiem oburzenie króla, gdy mu
ktoś zwróci uwagę, iż ten jest nagi. By uniknąć emocjonalnej
licytacji, podliczmy po prostu fakty. Jeśli komunikacja
miejska w Zielonej Górze istotnie byłaby w tak dobrym
stanie, jak uparcie zapewnia dyrekcja MZK, to a najlepszym
dowodem tego byłaby wysoka liczba pasażerów. Niestety jest
odwrotnie: w Zielonej Górze (60 tys. podróżnych dziennie)
klientów jest niemal o połowę mniej niż w Gorzowie Wlkp.
(100 tys. dziennie). Spora część pasażerów MZK- aż 18
tysięcy przez 3 ostatnie lata, zagłosowała nogami (słynne „voting
by feet”) i zamiast z komunikacji, korzysta z innych
form transportu. Dlaczego jest aż tak źle?
1. Oferta
Gdyby komunikacja
miejska w Zielonej Górze istotnie przewoziła tylu pasażerów,
ilu powinna, to częstotliwość kursowania nie odbiegałaby od
tej w sąsiednich miastach o podobnej wielkości. Gorzów
Wielkopolski, mając niemal identyczną liczbę mieszkańców,
posiada 3 linie kursujące co 10 minut, 7 linii kursujących
co 15 lub 20 minut, 5 linii nocnych (w dodatku jeżdżących w
dwu kierunkach (sic!), w odróżnieniu od już nieistniejącej
komunikacji miejskiej w Zielonej Górze, gdzie autobus nocny
objeżdżał miasto tylko w jednym kierunku). Istnieje
kilkanaście linii kursujących cyklicznie, a końcówki odjazdu
są identyczne przez cały dzień i przez to łatwe dla
zapamiętania przez pasażerów. Innym, dalej położonym
przykładem tego, że rozkłady nie muszą być ordynarnym,
nielogicznym bałaganem, i mogą stanowić przejrzystą dla
pasażera, uporządkowaną całość, jest casus kaliskiego
przewoźnika KLA, sprywatyzowanego w 1994 roku. Rozkłady KLA
to przykład przejrzystej oferty przewozowej, opartej na
cyklicznych, stałych w każdej godzinie porach odjazdu i
gęstej, pozbawionej długich „dziur” ofercie. W Zielonej
Górze taka linia jest tylko jedna: „8”, kursująca co
dziesięć minut w ciągu dnia i rzadziej wieczorem. Reszta
linii nie ma cyklicznego rozkładu, i kursuje zbyt rzadko, by
być znana (poza ich stałymi klientami) dla przeciętnego
mieszkańca.
Drugie geograficznie
najbliższe Zielonej Górze większe miasto to odległy o 80 km
Frankfurt nad Odrą.
Miasto jest dwukrotnie od Zielonej Góry mniejsze, a mimo to
ma nieporównanie lepszą ofertę dla pasażerów. Ruch jest na
co dzień obsługiwany przez 7 tzw. linii magistralnych,
cechujących się następującymi cechami:
- wysoką
częstotliwością (co 20 minut na liniach 1,2,3,4,5,6, 981)
- stałocyklicznością
kursowania (stałe interwały kursowania w odstępach 10-, 20-,
lub 30-minutowych)
- dotrzymaniem
skomunikowań i “gwarantowanych przesiadek”,
- wykorzystaniem taboru
niskopodłogowego jako standardu obsługi.
Do późnego popołudnia
praktycznie wszystkie główne gałęzie systemu obsługiwane są
z częstotliwością co 10 minut i powyżej, wieczorem takt się
rozrzedza do 20-30 minut. W praktyce z każdej ważnej
komunikacyjnie części miasta możemy dostać się do innej co
10 minut w ciągu dnia i co 20-30 minut w porze wieczornej i
nocnej. Od godz. 23 ruch jest obsługiwany komunikacją nocną,
istnieją dwie linie: obejmująca miasto, kursuje ona
początkowo co ok. 30 minut i druga, obsługująca przedmieścia
i sąsiednie gminy).
2. Infrastruktura
Dogodne przesiadki
pomiędzy liniami umożliwia dopiero odpowiednia
infrastruktura- węzły przesiadkowe. We Frankfurcie znajdują
się cztery dwukierunkowe węzły przesiadkowe w pełnym tego
słowa znaczeniu, są to zadaszone perony powstałe na
wydzielonych dla ruchu samochodowego częściach jezdni
głównych ulic i placów. Wszystkie węzły są wyposażone w
elektroniczny system informowania podróżnych o
nadjeżdżających pojazdach komunikacji miejskiej. Podobny
system z powodzeniem działa od niemal dekady w nieco dalej
od Zielonej Góry położonym Lubinie, gdzie nieobawiano się
wprowadzić do komunikacji miejskiej takich nowinek jak
autobusy piętrowe.
W Zielonej Górze brak
jest natomiast jakiejkolwiek infrastruktury autobusowej
umożliwiającej dogodne przesiadki pomiędzy liniami
autobusowymi. Zmuszanie pasażera, by ten przebiegał przez
ruchliwą czteropasmową jezdnię w celu przesiadki jest lekką
przesadą, dlategoteż liczba pasażerów przesiadająca się z
linii na linię jest w Zielonej Górze niewielka.
W Zielonej Górze brak
jest jakiegokolwiek typowego dwukierunkowego węzła
przesiadkowego, a niski poziom wiedzy zarządzających
komunikacją każe przypuszczać, iż w ich opinii przystanki
znajdują się tylko po bocznych stronach ulic, nigdy zaś na
ich środku. Zapewne zielonogórskie władze nie zechcą
poświęcić fragmentu trawnika rozgraniczającego liczniejsze w
tym mieście niż nawet we Frankfurcie drogi dwujezdniowe i
zbudować tam “węzła komunikacji zbiorowej”.
W odróżnieniu od
Frankfurtu, w Zielonej Górze brak też jest wydzielonych
buspasów tylko dla autobusów, które pozwoliłyby uniknąć
utykania w korkach i skróciłyby czas podróży autobusem do
porównywalnego z czasem podróży samochodem. Brak jest też
sygnalizacji dającej priorytet komunikacji miejskiej.
Zielonogórski MZK nigdy nie upomniał się u władz miasta o
jakiekolwiek szersze udogodnienia infrastrukturalne dla
ruchu autobusowego, o buspasach nie wspominając. Istniał w
zasadzie na marginesie miejskiej polityki transportowej.
Jedyna szersza wypowiedź władz MZK dotyczyła pomysłu
uruchomienia zamkniętej po wojnie miejskiej komunikacji
szynowej z wykorzystaniem zachowanych torowisk kolejki
podmiejskiej, kiedy to władze MZK wypowiedziały się
przeciwko tej inwestycji, zapewne bojąc się potencjalnej
konkurencji, która mogłaby przejąć ruch na głównej linii
miasta, „ósemce” właśnie. Także powstanie „Trójmiasta
Lubuskiego” na pewno nie było zasługą „patrzącego w
przyszłość” MZK, lecz prywatnych przewoźników, których
ekspresowe kursy autobusowe do podmiejskich stref
zurbanizowanych spowodowały, że aglomeracja stała się
faktem.
3. Wnioski
W zielonogórskiej
polityce transportowej komunikacja miejska odgrywa rolę
służby społecznej dla tych, którzy są na tyle niezaradni, by
nie móc zmotoryzować się samemu. Przewozy miejskie nie są
widziane jako biznes, na którym możnaby zarabiać. MZK, przez
długi czas praktycznie pozbawione dotacji miejskich, oferuje
przecież wcale nie więcej, niż zrobiłby działający na
konkurencyjnym rynku (a nie w monopolu) prywatny przewoźnik
w tej samej sytuacji. Miałby takie samo pole do popisu:
oferowanie usług bez prawa do dotacji.
Dyrekcja utrzymuje że
MZK oferuje dobrą jakość usług. Z analizy oferty przewozowej
w miastach sąsiednich niezbicie wynika jednak, że tak nie
jest, a pasażerowie mają do dyspozycji znacznie mniejszą
ofertę niż w innych ośrodkach porównywalnej skali. Co
więcej, różnice in minus są znaczne i na pewno
przewyższają argumenty in plus. Wymieniany jako dowód
zaradności zielonogórskiego MZK system dystrybucji biletów
jednorazowych z automatów zamontowanych w każdym z autobusów
wydaje się raczej być standardem w tej części Europy.
Identyczny działa przecież w najbliższym większym mieście
koło Zielonej Góry- Frankfurcie nad Odrą (80 km), jak i w
Gubenie (60 km).
Ponadto co do losów
nieistniejącej już komunikacji nocnej, to spieszę zauważyć,
iż nie tylko w Zielonej Górze, ale i w innych miastach
istnieją taksówki, a mimo to komunikacja miejska ma w nocy
licznych pasażerów. Nieudolne zarządzanie nocną komunikacją
miejską ma swój efekt w postaci zapaści
społeczno-kulturalnej miasta. Brak masowej komunikacji
nocnej (a wiec dostępnej dla szerszej grupy ludności niż
taksówki) spowodował iż spadła liczba osób odwiedzających
kluby i imprezy kulturalne, a obniżony popyt wywołał silny
spadek liczby tych imprez, co miało ujemy wpływ na ich
różnorodność.
Osobiście łączę stan
oferty kulturalnej miasta z nieudolnością MZK w zapewnianiu
usług przewozowych i podejmę starania, by poinformować
właściwe instytucje, jak te negatywne tendencje odwrócić.
Zapewne spowoduje to w najbliższym czasie drastyczną zmianę
polityki komunikacyjnej miasta i rozbicie monopolu w tym
segmencie rynku, do czego od niedawna zachęcam władze. Nie
kryję, iż w nie tylko według mnie zielonogórskie MZK nie
jest w stanie dokonać gruntownej reformy zielonogórskiej
komunikacji, skoro jest winny jej zapaści. W mojej opinii
należy przekonać lokalne władze do tego, by wyciągnęły
wnioski z obecnego (złego) stanu i dokonały znacznych
przemian w strukturze rynku, co z pewnością wyjdzie na dobre
pasażerom, ale niekoniecznie przysłuży się interesom MZK.
|