| |

Upadek
czy wzlot zielonogórskiej komunikacji miejskiej?
Adam Fularz
Na łamach jednego z fachowych czasopism poświęconych
komunikacji miejskiej wybuchła niedawno ożywiona dyskusja,
której tematem była zielonogórska komunikacja zbiorowa, a
konkretnie konieczność dalekoidących zmian w jej
funkcjonowaniu. Temat wywołał największą wrzawę spośród
wszystkich innych zagadnień poruszanych na łamach tego
czasopisma. Co jest więc przyczyną takich kontrowersji w
ocenie jakości zielonogórskiej komunikacji miejskiej? Czy
jest ona aż taka dobra, jak utrzymują władze MZK, czy też
raczej znajduje się w głębokim upadku, jak chcą krytycy?
Krytycy status-quo pytają, dlaczego w Winnym Grodzie tak
mało pasażerów porusza się komunikacją miejską, a ich liczba
spada? Z jakiego powodu autobusy miejskie w tym mieście
kursują tak nieregularnie, i w dodatku tak rzadko? Dlaczego
zlikwidowano już komunikację nocną? Czy aby naprawdę nie
było na nią chętnych? Zarzucają iż komunikacja w Zielonej
Górze jest zaniedbana.
Jak to się dzieje, że np. w sąsiednim 65- tysięcznym,
dwukrotnie od Zielonej Góry mniejszym Frankfurcie nad Odrą
pasażer ma co 10 minut do dyspozycji połączenie w niemal
wszystkich kierunkach na terenie miasta? System taki oparto
na 5 węzłach przesiadkowych i sześciu głównych liniach
kursujących równo co 10 lub co 20 minut. W dwukrotnie
większej Zielonej Górze z 10-minutową częstotliwością
kursuje tylko jedna linia autobusowa- popularna „ósemka”.
Reszta linii nie kursuje już ze stałymi częstotliwościami i
ich relacja jest znana tylko wąskiemu gronu ich stałych
klientów. Transport miejski w Zielonej Górze poza tą jedyną
powszechnie znaną linią o poprawnej ofercie przewozowej już
przestał mieć zbiorowy charakter- stał się co najwyżej
środkiem transportu dla captive riders-
zmarginalizowanej, spauperyzowanej warstwy mieszkańców
miasta, którzy muszą korzystać z jego usług ponieważ nie
mają innej alternatywy. A liczba korzystających z przewozów
miejskich wciąż maleje: średnia dzienna liczba podróżnych
spadła z 78 tys. w 2000 roku do 60 tys. w roku 2003.
Ale przecież wcale tak
źle być nie musi. W wielu polskich i europejskich miastach
skutecznie udało się zreformować miejski transport zbiorowy.
Wzorem takiej udanej reformy jest uniwersyteckie miasto
Oxford w Wlk. Brytanii, wielkością bardzo zbliżone do
Zielonej Góry. Tam komunikacja miejska jest obsługiwana
przez dwa konkurujące ze sobą prywatne przedsiębiorstwa
autobusowe (Stagecoach i Oxford Bus Company). Konkurencja na
rynku jest tak silna, iż niektóre relacje są obsługiwane na
przemian autobusami dwóch różnych przewoźników, którzy
zatrzymują się nawet pomiędzy przystankami zabierając
pasażerów z chodników, byle tylko ci nie trafili do autobusu
konkurenta.
Ta struktura
organizacyjna połączona ze świadomą polityką władz miasta
ograniczającą wjazd do centrum miasta samochodów osobowych
spowodowała iż udział przewozów autobusowych w ogólnej
liczbie podróży na terenie miasta wzrósł z 27 % w 1991 roku,
czyli okresu sprzed nowej polityki transportowej, do
niemalże połowy ogółu podróży w 2000 roku. W roku 2000
licząc wg liczby podróży samochody osobowe wybrało 39 %
podróżujących, autobusową komunikację zbiorową użytkowało 44
% podróżnych, a rowerem odbyto aż 11 % ogółu podróży.
Niestety, w Zielonej Górze polityki transportowej władz
miasta dostrzec nie można, a na rynku działa tylko jeden, w
dodatku komunalny, przewoźnik autobusowy. Lokalni politycy
nie wspominają ani słowem o konieczności wpuszczenia na
rynek autobusowy konkurencji oraz prywatyzacji tej wciąż
mającej monopolistyczną pozycję firmy. Mimo iż według
najnowszych trendów w organizacji miejskiego transportu
zbiorowego, znosi się monopole i wprowadza na rynek kilku
konkurujących ze sobą przewoźników, to w Zielonej Górze nie
poczyniono absolutnie żadnych kroków w tym kierunku.
Skuteczna, trwale obalająca pozycję dominującą na rynku
demonopolizacja segmentu przewozów miejskich jest trudna do
przeprowadzenia, ale możliwa. Najczęściej dzieli się
komunalnego przewoźnika miejskiego na kilka spółek
przewozowych oraz dopuszcza konkurentów z zewnątrz- tak
postąpiono m.in. w Białymstoku i Gdyni. Efektem był spadek
kosztów realizowania przewozów i silny wzrost jakości
świadczonych usług. Ekonomista Robert Tomanek udowodnił
ostatnio w swojej analizie rynku polskiego transportu
miejskiego, iż wraz ze wzrostem demonopolizacji rynku
spadają ceny świadczenia usług (por. Tabela 1). Rozwiązanie
jest więc proste: znieść monopol, wprowadzić konkurencję
przewoźników na liniach miejskich. Przewoźników na
poszczególne linie wybiera się najczęściej w drodze
przetargów, tworząc także sytuacje rynkowe w których
niektóre relacje obsługują na przemian kursujące autobusy
różnych przewoźników.
Tabela 1: Konkurencja a
wysokość stawek za jeden wozokilometr
|
Zarząd |
Wskaźnik
koncentracji:
Udział
największego operatora w realizacji zleceń zarządu
transportu miejskiego (liczony jako odsetek
autobusów w ruchu) |
Cena płacona
przez ZTM przewoźnikom za wykonanie 1 wozokm |
|
1 998 |
1999 |
1998 |
1999 |
|
KZK GOP |
24,38% |
23,91% |
2,64 zł |
2,94 zł |
|
ZOKM Białystok |
39,59% |
39,60% |
2,39 zł |
2,63 zł |
|
ZKM Szczecin |
- |
41,50% |
- |
- |
|
ZKM Gdynia |
45,19% |
43,13% |
- |
- |
|
ZKM Elbląg |
43,84% |
43,48% |
2,65 zł |
3,02 zł |
|
MZK Jastrzębie |
65,00% |
65,94% |
2,55 zł |
2,95 zł |
|
ZKG Olkusz |
- |
69,70% |
- |
- |
|
Największa
konkurencja (średnie stawki) |
2,56 zł |
2,89 zł |
|
ZKKM Chrzanów |
- |
70,94% |
- |
- |
|
ZTM Radom |
79,31% |
79,64% |
2,98 zł |
3,33 zł |
|
ZDiK Wrocław |
- |
82,17% |
- |
- |
|
MZK Tychy |
91,95% |
85,11% |
2,00 zł |
3,07 zł |
|
ZDMiKM
Bydgoszcz |
88,44% |
87,62% |
3,42 zł |
3,81 zł |
|
ZUM Ostrowiec |
93,33% |
93,22% |
2,54 zł |
2,79 zł |
|
ZTM Warszawa |
96,71% |
95,96% |
3,37 zł |
3,98 zł |
|
Najmniejsza
konkurencja (średnie stawki) |
2,86 zł |
3,40 zł |
|
Średnio
wszystkie jednostki |
66,78% |
65,85% |
2,73 zł |
3,17 zł |
Źródło: R. Tomanek:
‘Organizacja miejskiego transportu zbiorowego w Polsce na
tle liberalizacji rynków transportowych w Europie’ ,
Transport Miejski Nr 2/2003. Dane na podstawie Komunikacja
Miejska w Liczbach. Dane za 1998r. IGKM, Warszawa 1999,
Komunikacja Miejska w Liczbach. Dane za 1999r. IGKM,
Warszawa 2000.
Aby w Zielonej Górze swoje autobusy na linie miejskie
wprowadzić mogli inni przewoźnicy niż obecny monopolista, a
więc np. prężne firmy lokalne takie jak PKS czy Dami,
konieczne jest wydzielenie z Urzędu Miejskiego struktury
zarządzającej komunikacją miejską zwanej zwykle Zarządem
Transportu Miejskiego, która w drodze przetargu będzie
wykupywać usługi przewozowe u przewoźników i do której
należeć będzie sieć dystrybucji biletów i wpływy z ich
sprzedaży w automatach biletowych. Takie rozwiązanie
funkcjonuje już w wielu aglomeracjach Europy i kraju. Być
może wówczas też w naszym mieście znajdzie się przewoźnik
autobusowy chętny do przywrócenia komunikacji nocnej, i to w
innym kształcie niż oferowany przez MZK mikrobus jeżdżący
tylko w jednym kierunku wokół całego miasta? W Poznaniu
autobusy nocne kursują równo co 30 minut, dlaczego więc w
Zielonej Górze ma ich nie być wcale?
Co więcej, trzeba kompletnie zmienić anachroniczny system
organizacji linii, tak by komunikacja miejska przyciągnęła
nowych, potencjalnych pasażerów atrakcyjną ofertą. Konieczna
jest fachowo przeprowadzona rewolucja w przebiegu i
częstotliwości kursowania 22 miejskich linii autobusowych i
15 podmiejskich, których sieć tworzy dziś labirynt
nieodgadniony dla wielu mieszkańców. Podobnie jak to ma
miejsce w Europie Zachodniej, nieefektywny system typu
fully-connected, polegający na utopijnej próbie
połączenia autobusami wszystkich dzielnic z wszystkimi
innymi i skutkujący nieatrakcyjnym, rzadkim rozkładem i
nieczytelną siecią komunikacyjną powinien zostać zastąpiony
siecią kilku często kursujących głównych linii oraz centrów
przesiadkowych umożliwiających dogodną wymianę pasażerów
pomiędzy głównymi relacjami (zwany jest on hub-and-spoke
i szeroko występuje m.in. w lotnictwie). W tym celu w
mieście powinno powstać kilka nowych węzłów przesiadkowych
oraz przynajmniej małe odcinki buspasów- wydzielonych
fragmentów jezdni przeznaczonych tylko dla komunikacji
zbiorowej, co znakomicie przyspiesza prędkość podróży i
poprawia atrakcyjność tego środka transportu. Komunikacja
miejska powinna także wjechać na wąskie uliczki Starego
Miasta (jak ma to miejsce np. we francuskim Metz) zamiast
omijać centrum szerokim łukiem. W przeciwnym wypadku
zielonogórskiej starówce i jej sklepom grozi odpływ klientów
i utrata rynku na rzecz łatwiej dostępnych podmiejskich
centrów handlowych.
Tak czy inaczej, zielonogórską komunikację miejską powinno
się gruntownie zrewolucjonizować. Obecnie jest ona elementem
decydującym o prowincjonalności naszego miasta. Brak
dostatecznej oferty (np. komunikacji nocnej) sprawia że
miasto jest nieatrakcyjne dla młodych ludzi i przyczynia się
do jego dalszej zapaści społeczno-gospodarczej. Przyczyną
tego jest niestety świadoma polityka władz, które niedbale
porzuciły zielonogórski transport zbiorowy na pastwę
monopolu i nie widzą sensu poprawy fatalnej sytuacji
komunikacyjnej w naszym mieście. W niektórych miastach
władze podeszły do sprawy transportu zbiorowego zupełnie
inaczej, czego wzorem mogą być głębokie, odważne i udane
reformy komunikacji miejskiej w Gdyni za prezydentury
Franciszki Cegielskiej.
Autor, Adam Fularz jest ekonomistą i
red. naczelnym kwartalnika „Ekonomika Kolei”. Specjalizuje
się w ekonomice transportu.
|
|