Strona początkowa

Ekologia

Sucha Góra i drzewa- wióra

Resztki zielonogórskiej parkowej świetności- czy warto je ocalić?

Rynek w stylu international

Zielonogórski Park Krajobrazowy- czy powstanie?

Park Doliny Luizy- Nowe zielone błonia miasta z dwoma basenami otwartymi

Zielona nie za bardzo, a Góra tylko dla wtajemniczonych

Odbudować Górę Braniborską z ekskluzywnym parkiem!

Góra Braniborska dziś- przygnębiająca wizja lokalna

Gospodarka

Ekonomia dla gerontokratów

Władze bez ambicji?

Zielona Góra stolicą powiatu!

Bezpłatny Internet bezprzewodowy dla wszystkich mieszkańców

Stąd się ucieka byle szybciej. Zielona Góra- miasto skazane na kulturalny upadek?

Podsumowując 4 lata rządów konserwatystów w Zielonej Górze

Masterplan dla centrum miasta

Komunikacja

Koleją dookoła Trójmiasta

Kolej miejska w Zielonej Górze

MZK: jest źle czy tylko się nam zdaje?

Upadek czy wzlot zielonogórskiej komunikacji miejskiej?

Inne koleje lubuskie? Przełamać monopol PKP

Koleje w woj. lubuskim- ciekawy przykład transformacji ustrojowej

Odtworzyć zanikły transport zbiorowy pomiędzy woj. Lubuskim i Brandenburgią

Szybka Kolej Miejska dla Trójmiasta

Połączenie z Zielonej Góry do Berlina- Odtwórzmy czynnik który rozwijał nasze miasto przed wojną

Historia

Ciężarówką po pałac

Niech stosy zapłoną na nowo!

Kultura

Powrót upiora?

O remoncie amfiteatru i utraconych szansach na porządny festiwal

Teatr sp. z o.o.

O lubuską Zachętę Sztuk Pięknych

„Opera Leśna” w Zielonej Górze?

W królestwie walca, polki, kotylionów i gobelinów

Zielonogórski korowód winobraniowy, czyli upadek naszego karnawału

Mniej procentów więcej tańca

Z korowodu w korowód

Port lotniczy

Odlecieć z krainy marazmu

Polecimy czy utkniemy w biedzie?

Propozycja biznesplanu dla naszego portu

Inne

Duchowość, wiara

 
  
 
 
 

Ekonomia dla gerontokratów

Adam Fularz

 

Czy ktoś dba o rozwój zielonogórskiej gospodarki? A może „rozwój” to w naszym wypadku słowo-atrapa, mające zwieść nie dość uważnych obserwatorów rzeczywistości? Patrząc bowiem na to, jak dba się rozwój gospodarczy miasta, wypada zacząć się pakować i szukać miejsca gdzie indziej, albo rwać włosy z głowy, jeśli zainwestowaliśmy tu zbyt wiele. Nie liczmy bowiem na świetlaną przyszłość. Zielona Góra z pewnością będzie miastem stagnacji i szybko stanie się shrinking city, jeśli to, co dzieje się dotychczas, będzie trwać dalej.

 

Gospodarka zachodzącego słońca

 

Gospodarka Zielonej Góry jest zorientowana na zły rodzaj przemysłu. Dominują sunset industries- branże schodzące z rynku, znajdujące się w fazie stagnacji lub wręcz zwoju. W odróżnieniu od Gorzowa, gdzie działa 39 podmiotów sektora wysokich technologii (co stanowi ponad połowę liczby tych podmiotów na terenie województwa), w Zielonej Górze takich podmiotów jest tylko 11- tyle wynika z jednej z analiz prof. Fica z Uniwersytetu Zielonogórskiego.

 

I nikt nie przeciwdziała temu problemowi. Miasto Zielona Góra dotychczas nie stworzyło Parku Przemysłowego albo Parku Biznesowego- specjalnych obszarów z odpowiednią infrastrukturą, umożliwiających lokowanie tam zakładów przemysłowych przez inwestorów. Miasto w zasadzie nie ma żadnych ofert dla wielkich producentów i nie stara się przyciągnąć żadnych nowych podmiotów, nie mając nawet gdzie ich ulokować. Dopiero gdy na inwestorów będą czekały tereny inwestycyjne wraz z pełną infrastrukturą, wówczas będzie można powiedzieć że jest dobrze.

 

Analizując ofertę dla inwestorów na stronach www Urzędu Miejskiego stwierdzić można, iż obecnie jedyne wolne tereny inwestycyjne w mieście są własnością prywatną i mają raczej wygórowane ceny. Miasto nie oferuje wielkim inwestorom nic za wyjątkiem publikacji ofert od prywatnych właścicieli niewielkich działek, na ogół zresztą nieuzbrojonych i położonych w tak odludnych, oddalonych tak bardzo od wszelkich centrów aktywności gospodarczej miejscach, że dojazd do nich jest skrajnie trudny. Sytuacja ta co prawda powoli się zmienia wraz z oddawaniem do użytku terenów Spalonego Lasu, ale wciąż jest za mało atrakcyjnych ofert czekających na inwestorów. Jak więc można liczyć na pojawienie się nowych podmiotów w Winnym Grodzie? Czy polityka władz w tym zakresie nie nosi znamion atrapy „rozwoju”? A może jest efektem niekompetencji?

 

Centrum (socjalnej) nudy

 

Weźmy na tapetę inny przykład: centrum miasta. W Zielonej Górze starówka to mieszkania socjalne oraz zupełna pustynia kulturalna w porównaniu do centrów innych miast Polski. Nieliczne puby powstały na ogół jedynie tam, gdzie właścicielem budynków nie było miasto, albo gdzie w kamienicach nie mieściły się mieszkania prywatne. Przy reprezentacyjnym deptaku, zamiast przynoszących dochód sklepów upchnięto biura partyjne, przedszkole (sic!), szkołę muzyczną z fasadą chorą na odpychającą łuszczycę, i nader liczne mieszkania socjalne. Przynoszący zyski handel został zepchnięty na margines, nie wspominając o pubach i restauracjach, z reguły bardzo dokuczliwych dla okolicznych mieszkańców. Zielonogórski rynek to zaledwie kilka pubów, podczas gdy np. w Krakowie,  Wrocławiu lub małym Rzeszowie jest to plac pełen tętniących życiem lokali, po brzegi wypełniony kawiarnianymi stolikami. Dlaczego?

 

Gdy tylko przyjrzymy się strukturze własności, wszystko będzie jasne. Domy w tych tętniących życiem miejscach innych miast są na ogół prywatne, i właściciel może je użytkować w dowolny przynoszący największe zyski sposób, bez obawy że jego właśni lokatorzy będą słać skargi na swojego landlorda. Zresztą mieszkania w centrum miasta są popularne wśród studentów, którym nie przeszkadza hałas dopływający z lokali.

 

Sprywatyzowana starówka tętni życiem nocnym i przyciąga kolejne inwestycje, a starówka socjalna tętni nudą i bezrobociem. Z czasem stanie się zwykłym, nieco starodawnym osiedlem bez żadnej funkcji centralnej, jak to ma miejsce w pobliskim Cottbus, gdzie „spokojna starość” całkowicie wygrała z funkcją rozrywkową.

 

Komunikacyjna spirala

 

Absurdalna polityka mieszkaniowa, każąca w centrach miast tworzyć domy spokojnej starości zamiast dzielnic rozrywki, w Zielonej Górze jest zestawiona z archaiczną polityką transportową. Zielona Góra nie ma już zbiorowej komunikacji nocnej (a więc dostępnej dla szerszej grupy ludności niż taksówki), co spowodowało iż spadła liczba osób odwiedzających kluby i imprezy kulturalne, a obniżony popyt wywołał silny spadek liczby tych imprez, co miało ujemy wpływ na ich różnorodność. Spirala kulturalnego upadku?

 

Oferta przewozowa jest na poziomie najgorszym spośród wszystkich dużych miast tego regionu, a najlepszym dowodem kryzysu jest liczba pasażerów, prawie o połowę mniejsza niż w Gorzowie Wlkp. (60 tys. osób w Zielonej Górze dziennie wobec 100 tys. tamże). Władze tym problemom nie są w stanie zaradzić, czego przykładem są rozmaite urzędowe dokumenty. Miejska strategia transportowa to dzieło dyletanta, i jej krytyka byłaby obszerniejsza niż sama ta strategia. Dziwić się wypada, skąd znaleziono tych ekspertów, skoro na miejscu mamy innych dobrych specjalistów, autorów choćby strategii transportu dla województwa lubuskiego, która jest dziełem solidnym i fachowym, choć skądinąd mało rewolucyjnym. Niestety- władze miasta dobierają sobie ekspertów według innych kryteriów niż kompetencja.

 

Fora ze dwora

 

Voting by feet- głosowanie nogami było zawsze najodpowiedniejsza bronią przeciwko ewidentnej nieudolności władz różnych regionów. Najłatwiej jest się wynieść młodym, którzy zainwestowali najmniej i zostając tam, gdzie nic się nie dzieje, tracą relatywnie najwięcej. I to właśnie młodzi najszybciej emigrują z naszego miasta, nie mogąc znaleźć dla siebie nic atrakcyjnego. I trudno się im dziwić- wszak o nich ewidentnie nie pomyślano. Za to dba się dobro tych, którzy w zasadzie nic nowego nie tworzą i niewiele już dają. Lokatorzy mieszkań socjalnych w kamienicach mieszczących knajpy narzekają na hałas, wobec czego właściciele lokali nie mogą urządzać głośnych imprez- takie relacje usłyszałem od wielu znajomych właścicieli pubów i barów, którzy, ograniczani niemożnością zaoferowania rozrywki, musieli je zamknąć bądź ograniczyć działalność. „Wyleniałe staruszki” (jak wyjątkowo bezczelnie podsumowała pisarka D. Masłowska), którym hałas z klubów przeszkadza w czekaniu na śmierć, stały się ważniejsze od interesu młodych i żądnych życia mieszkańców, którzy chcieliby móc wydać zarobione pieniądze, a w zasadzie nie za bardzo mają gdzie.

 

Każdy ma prawo do życia, tylko że otwartym pozostaje pytanie: „za co”. W momencie gdy interes staruszek przeważa nad przyszłością miasta, to wypadałoby zapytać: kto tu rządzi i w czyim interesie? A może mamy gerontokrację, i naczelnym interesem rządzących jest zapewnienie mieszkańcom spokojnej starości?

 

Śródmiejska strefa ciszy

 

Po cóż więc urządzać ten cały cyrk? Ogłośmy centrum miasta strefą ciszy, puby zamieńmy na mieszkania socjalne dla armii społecznych rozbitków, a niedobitki śródmiejskich klubów wygońmy na przedmieścia. Lokalną młodzież poinformujmy iż lepiej zrobi jak się stąd wyniesie, nie przeszkadzając w uwiądzie starszym. Tak zresztą zrobiła (i to bez proszenia) zdecydowana większość moich młodszych wiekiem znajomych, wynosząc się studiować i pracować gdzie indziej, wracając tu jedynie na wakacje. Co ciekawe, znaczna część z nich decyzje o wyjeździe z miasta podjęła niedawno, rezygnując ze studiów w Winnym Grodzie i przenosząc się gdzie indziej. Mimo że byli tutaj już związani emocjonalnie i gospodarczo, to korzyści z mieszkania w innym mieście przeważyły nad tym co stracili przy przeprowadzce. A była to w ich ocenie nudnawa pustynia kulturalno-gospodarcza, którą dla własnej korzyści zamienili na coś dla nich lepszego. Czy jest sens ich zatrzymywać? Czy można im powiedzieć: jak się nie podoba, to fora ze dwora, i to byle prędzej?

 

Shrinking cities

 

Shrinking cities to kurczące się miasta, zorientowane na nieaktualne trendy, niekiedy zarządzane przez nie mających kontaktu z rzeczywistością decydentów, otoczonych gromadą nieprofesjonalnych doradców-oszołomów. Tracą one mieszkańców, szczególnie młodych. W momencie gdy miasto opuszczają młodzi i staje się ono zdominowane przez ludzi starych, wówczas ci starają się promować swoje partykularne interesy (głównie „spokojną starość”) zaniedbując wszystko inne. Miasta staczają się w dół drabiny demograficznej.

 

A przykłady czają się już bardzo blisko. Już 50 km na zachód, pustką świeci Guben, ongiś liczący 35 tysięcy mieszkańców, dziś liczy już tylko 26 tys. Musiano burzyć całe blokowiska. Nawet Frankfurt nad Odrą, który sprzeciwił się temu trendowi lokując u siebie Uniwersytet Viadrina, który szybko stał się sprężyną napędzającą miasto, dziś burzy bloki nawet przy moście granicznym, a z dawnych 86 tys. frankfurtczyków zostało ich ledwie sześćdziesiątkilka tysięcy. Im dalej na wschód, tym gorzej. Przeraża przykład Hoyerswerdy, miasta gdzie wieżowce kładły się jak klocki domina- jeden za drugim, a 1/6 mieszkańców po prostu się wyprowadziło. Kiedy ten trend uwiądu sięgnie Winnego Grodu, na taki los „ciężko” pracującego?

 

Niech każdy głosuje (nogą)

 

Mogę zrozumieć tych moich znajomych, którzy zdecydowali się wyprowadzić, w akcie desperacji głosując nogami przeciwko nudzie, pustce kulturalnej i ekonomicznej. Głosujmy nogami i my: tylko tak można skutecznie zmusić przepełnionych butą i pychą decydentów, by zajęli się problemami ludzi młodych. Oni zareagują dopiero widząc efekty swych działań właśnie przez odpływ ludności, przez kurczące się słupki w tabelach, malejące podatki i wydatki.

 

Zmiany są możliwe, czego przykładem jest nawet polityka Frankfurtu nad Odrą, fundującego nagrody pieniężne wszystkim młodym studentom, którzy na miejsce zamieszkania i nauki wybrali właśnie to miasto. Oczywiście, nauka twardych praw rynku nieco potrwa i może dość przerzedzić populację młodzieży w mieście, ale być może pewnego dnia władze zaczną liczyć ubytki i zatęsknią za młodymi, czyli de facto za przyszłością. Ale możliwe jest, że do tego czasu w Zielonej Górze raczej nie będzie młodym czego szukać.

 

 

 
©2006 A. Fularz :: e-mail