|

Koleje w woj. lubuskim- ciekawy
przykład transformacji ustrojowej
Koleje w woj. Lubuskim to
ciekawy przykład transformacji ustrojowej. To także
znakomity przykład wielu zmarnowanych szans i zniszczeń,
jakich dokonano poprzez nieumiejętne zcentralizowane
zarządzanie i obłudne, bo nic-nie-zmieniające reformy
przedsiębiorstwa PKP. Jest to studium przypadku tego
położonego przy niemieckiej granicy regionu, w którym
transport pasażerski koleją tak naprawdę już upadł. Obecne
jego resztki długo się nie podniosą. Jest to także region, w
którym powstała pierwsza polska kolej niepaństwowa-
uruchomiona przez samorząd za pieniądze podatników Lubuska
Kolej Regionalna, której niestety nie było dane długo
przetrwać.

Fot. LKR
Podczas uroczystego
otwarcia działalności LKR-u zebrani oficjele zastanawiali
się, czy pasażerowie nie zniszczą komfortowo wyposażonych
składów nowej kolei. Pasażerowie, jak się później okazało,
szanowali je, jednak tym co zniszczyło LKR było polskie
piekło. Po prostu warszawscy dyrektorzy PKP byli
nieustępliwi i nie pozwolili lokalnemu przewoźnikowi
samorządowemu wejść ze swoimi 10 spalinowymi pociągami na
inne linie województwa. Kolej mogła tylko obsługiwać lokalne
boczne linie porzucone przez PKP, co z posiadanym przez LKR
taborem było niemożliwe ekonomicznie. Podobno obawiano się
iż LKR będzie odbierała pasażerów... Przypomina to postawę
psa ogrodnika- samemu nie skorzystać, ale też nie pozwolić
innym. Dziś na linii do Żar kursują zaledwie cztery pociągi,
niemalże puste. A wówwczas kłócono się, ponieważ PKP żądała
by pociągi LKR nie kursowały wcale, albo dopiero p odjeździe
swojego pociągu. Dziś za to kolej upada- na innych liniach
województwa także nic nie jeździ lub wkrótce pociągi
przestaną jeździć- bowiem reforma PKP się nie udała.
Cała ta historia jeszcze
nie ma epilogu. Obecnie odpływ pasażerów jest ogromny. Linie
są obsługiwane bardzo rzadko, brudnym i energochłonnym
taborem, przy którym składy LKR-u były motylkami postępu.
Jak to możliwe, by przewoźnik posiadający o wiele
nowocześniejszy i wydajniejszy tabor zbankrutował nie mogąc
obsługiwać głównych linii województwa, a na rynku pozostała
kolej państwowa z niewydajnym taborem, pozostanie zagadką
"speców" z Polskich Kolei Państwowych. Obecnie na liniach
woj. lubuskiego pozostanie zapewne tylko niesmak
niesprawiedliwości i gorycz po upadku kolei.
Tutaj wybrano inną drogę
przekształceń- zamiast konkurencji pozostał monopolizm.
Zamiast rozwoju- zwój i upadek. Dzieło zniszczenia, jakiego
dokonano, jest imponujące. Zapraszamy.
oprac. A.Fularz
LKR- KRÓTKA HISTORIA PIERWSZEJ KOLEI SAMORZĄDOWEJ
Adam Fularz
Temat kolei LKR był pierwszym, którego wyjaśnienia się
podjąłem na początku badania tematu reform tego sektora.
Nagłe zniknięcie tego przewoźnika, posiadającego wygodne
pociągi z niezwykle wygodnymi, klimatyzowanymi wagonami,
wyposażonymi w drzwi na przyciski, lotniczymi fotelami i
nawet stolikami do przewijania niemowląt, było dla mnie
zupełnie niezrozumiałe, a odkrywanie tej historii po latach
oznaczało konieczność przejrzenia kilku roczników gazet
codziennych sprzed lat i odnalezienia osób, które ongiś
kierowały tym przedsiębiorstwem. Nikt bowiem na ten temat
nie napisał żadnej pracy, fakt upadku przewoźnika
dysponującego taborem lepszym i efektywniejszym niż PKP
traktując zapewne jako coś normalnego.
Po 10 latach od upadku kolei LKR w woj. lubuskim z ongiś
popularnego systemu szynowego transportu regionalnego
pozostały pustawe i brudne pociągi widma, kursujące za
rzadko i za wolno, by stanowić atrakcyjną ofertę dla
kogokolwiek innego niż pracownicy PKP i ich rodziny,
stanowiący niekiedy aż 70 % pasażerów takich pociągów-widm
spod znaku PKP. Po duńskich pociągach, które niezbyt długo
gościły na lubuskich torach, pojawił się kolejny duński
akcent: są to wygodne duńskie autobusy, jakie kupiły lokalne
przedsiębiorstwa autobusowe, oferujące mniej więcej to, co
ongiś oferowała LKR: wygodną podróż w komforcie i czystości.
W dobie dyskusji o reformach kolei i jej regionalizacji
wypada przypomnieć nieco zapomnianą inicjatywę władz
ówczesnego województwa zielonogórskiego. Zapominamy, iż na
terenie Polski już raz zaistniała kolej regionalna
prowadzona przez samorząd, była to Lubuska Kolej Regionalna,
działająca na terenie ówczesnego województwa
zielonogórskiego. Dwanaście lat temu tamtejsze władze
powołały do życia pierwszego niezależnego od PKP przewoźnika
w Polsce- LKR i była to też pierwsza samorządowa kolej
użytku publicznego na terenie Europy Środkowo- Wschodniej.
Patrząc na przyczyny późniejszego fiaska tego
przedsięwzięcia w 1994 roku (10 lat temu), wyraźnie widzimy
że nie były to wewnętrzne defekty nowej spółki na rynku, ale
zapóźnienie wprowadzania na polski grunt reform tego
sektora, co uniemożliwiło wydajniejszemu podmiotowi
rozwinięcie skrzydeł osztem mniej wydajnego PKP.
Dokładnie w tym okresie (1994 r.) w sąsiednich RFN oraz
Czechach wprowadzono reformy definitywnie kończące monopol
kolei państwowych. W Polsce etatystyczne podejście
utrzymywało się namalże do końca dekady. Wówczas brak było
prac naukowych opisujących zamiary i kierunki reform kolei w
sąsiednich krajach, a nawet opisów polskich pionierów
demonopolizacji tego sektora. Nic więc dziwnego, iż w
zderzeniu z całkowitym zacofaniem polskiego ustawodawstwa,
które naonczas nawet nie precyzowało terminu "przewoźnik
kolejowy" ani "zarządca linii", nowe podmioty nie miały
szans działać. Ba, nie miały szans nawet na normalną
egzystencję na rynku i nie były chronione przez instytucje
takie jak UTK przed np. zbyt wygórowanymi warunkami
stawianymi przez bądź co bądź konkurencyjną kolej państwową,
która mimo przyklasku polityków dla tej idei, w
"szczegółach" działalności nie była przychylna dla nowego
operatora. Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, iż gdyby
naonczas reformy kolei w Polsce przeprowadzono na równie
wysokim poziomie co Czechy lub Niemcy, to nie mielibyśmy
dziś do czynienia z upadkiem kolei w Polsce.
Bezpośrednią przyczyną powstania tej kolei samorządowej
była uchwała Rady Ministrów w maju 1991 r. o zawieszeniu
przez PKP przewozów na wyznaczonych liniach. Na terenie
województwa zielonogórskiego było to 20 odcinków o łącznej
długości 470 km, stanowiących niemalże 40 % całości sieci
pasażerskiego ruchu regionalnego w województwie. Ówczesny
dyrektor generalny PKP Aleksander Janiszewski zaproponował
wprawdzie wykorzystanie tych linii na innych zasadach i w
innej formie organizacyjnej, ale nie padły żadne bliższe
propozycje.
19 lipca w Urzędzie Wojewódzkim w Zielonej Górze doszło do
spotkania wicewojewody T. Bobieckiego, dyrektora Rejonu
Przewozów Kolejowych w Zielonej Górze Zdzisława Wolnego oraz
wielu przedstawicieli samorządów. Przedmiotem spotkania były
deklaracje dyrektora generalnego PKP o przekazaniu
nieobsługiwanych linii samorządom. Dyskusję zdominowała
jednak propozycja dyrektora RPK w sprawie utworzenia kolei
regionalnej na bazie technicznej zamykanych linii.
Już na tym spotkaniu zapadły ważne ustalenia i decyzje,
podjęto między innymi decyzje o przeanalizowaniu możliwości
technicznych i ekonomicznych prowadzenia przewozów przez
odrębną, samorządową kolej regionalną. Analizami tymi zajęły
się rejonowe zespoły PKP oraz Wydziału Infrastruktury
Technicznej Urzędu Wojewódzkiego. Wypada przypomnieć, że na
terenie ówczesnego województwa lubuskiego funkcjonowały w
czasach niemieckich podobne koleje lokalne, m. in. na
trasach Krosno Odrzańskie- Lubsko- Tuplice- Łęknica-
Weisswasser oraz Zielona Góra- Stypułów- Szprotawa.
Przedstawiciele województwa zielonogórskiego postanowili
zapoznać się z funkcjonowaniem kolei regionalnych w Danii
(działa tam 14 kolei prywatnych). Duńczycy wyrazili gotowość
pomocy i daleko idącej współpracy. Rozpoczęto rozmowy na
temat zakupu taboru pasażerskiego, istniała bowiem możliwość
zakupu w Danii 10 zestawów pociągowych typu push-pull dla
kolei regionalnych. Składy push-pull stosowane wówczas w
Danii miały możliwość jazdy w obu kierunkach, bowiem skład w
jedną stronę prowadzony był lokomotywą, a w kierunku
powrotnym wagonem sterowniczym (wagonem osobowym wyposażonym
dodatkowo w kabinę maszynisty, z której można sterować
lokomotywą). Po długich negocjacjach utargowano sumę 1,5
miliarda ówczesnych złotych (około 180 000 marek
niemieckich, a więc dość tanio) za 10 lokomotyw, 29 wagonów
pasażerskich oraz 40 wagonów części zamiennych i zestawów
naprawczych. Parlament Królestwa Danii zatwierdził korzystną
dla strony polskiej umowę, oddając polskiej stronie sprawne
pociągi po cenie złomu.
16 marca 1992 roku w Zielonej Górze nastąpiło uroczyste
przekazanie pierwszych dwóch lokomotyw oraz dwóch pociągów
kolei duńskich DSB dla Lubuskiej Kolei Regionalnej. Te
dwudziesto-kilkuletnie pociągi okazały się być bardzo
wygodne i nowoczesne, na wyposażenie składały się;
klimatyzacja, miękkie fotele lotnicze z ruchomymi oparciami
i rozsuwanymi oparciami. W wyjątkowo czystych toaletach
korzystać można było zarówno z ciepłej, jak i zimnej wody,
były tam także stoliki do przewijania niemowląt. W każdym
pociągu znajdował się także bar, większość drzwi była
zautomatyzowana i funkcjonowała za naciśnięciem przycisku.
Wszędzie panowała sterylna czystość i jechało się bardzo
wygodnie.
Podczas uroczystego przekazania pociągów prawie wszyscy
przedstawiciele władz województwa głośno zastanawiali się,
jak te czyste i nowoczesne wagony będą wyglądały po trzech
miesiącach eksploatacji. Prognozy były fatalne, jednak
praktyka pokazała że aż tak źle nie było, pasażerowie
szanowali pociągi, a obsługa dbała o to, aby wagony nie
uległy dewastacji. Obecny na spotkaniu dyrektor generalny
kolei duńskich Peter Langage wyraził opinię, że przekazane
LKR składy pociągów wytrzymają jeszcze co najmniej 15 lat.
Pociągi te rozwijały prędkość do 160 km/h, a plotka głosi,
że podobno podczas jazdy próbnej na odcinku Poznań-
Zbąszynek- Poznań osiągnięto prędkość 200 km/h.
Dnia 08. 10.1992 r. Zarządzeniem Ministra Transportu i
Gospodarki Morskiej RP powołana została Lubuska Kolej
Regionalna spółka z ograniczoną odpowiedzialnością (LKR sp.
z o.o.). Spółka została zarejestrowana 4 października 1991 w
Sądzie Rejonowym w Zielonej Górze. Udziałowcami tej spółki
były: Skarb Państwa reprezentowany przez Wojewodę
Zielonogórskiego, który posiadał 326 udziałów, duńską firmę
Antodele posiadającą 2 udziały, oraz samorządy gmin Jasień i
Sulechów posiadające po jednym udziale.
W toku negocjacji między PKP, Zarządem LKR i władzami
województwa wyznaczone zostały linie do przekazania LKR-owi.
Ostatecznie Minister Transportu w zarządzeniu powołującym
Lubuskie Koleje Regionalne określił obszar działania
wyznaczając 277 km lokalnych linii kolejowych o różnym
stanie technicznym: w najlepszym stanie była linia Wolsztyn-
Nowa Sól, a pozostałe linie: Sieniawa Lubuska- Łagów-
Toporów, Świebodzin- Sulechów (zamknięta), Sulechów-
Wolsztyn, Sulechów- Konotop (zamknięta), Kolsko- Lipinka
Głogowska, Kożuchów- Niegosławice, Krosno Odrzańskie- Lubsko
(zamknięta), Lubsko- Tuplice (zamknięta) były w dostatecznym
stanie lub zostały zamknięte ze względu na ich stan.
Podkreślić należy, że LKR otrzymała linie o znaczeniu co
najmniej lokalnym, były to po prostu linie zdecydowanie
boczne i o niskim potencjale potoków pasażerskich, nie
mające większego znaczenia zarówno w przewozach towarowych
ani pasażerskich. Jedyną ważniejszą linią był szlak Nowa
Sól- Wolsztyn, gdzie przewożono najwięcej pasażerów spośród
wszystkich obsługiwanych linii.
Posiadanie własnego taboru i wyznaczenie obszaru działania
nie stanowiły jeszcze podstawy do rozpoczęcia funkcjonowania
LKR. Ministerstwo Transportu i Gospodarki Morskiej popierało
nową kolej samorządową, widząc w niej sposób na
restrukturyzację i demonopolizację PKP. Jednak wciąż szereg
problemów musiało zostać rozwiązanych przed uruchomieniem
planowej działalności przewozowej. W tym okresie zawierano
umowy i porozumienia z PKP dotyczące:
-przewozów pasażerskich (marzec 1993),
-zwolnienia z opłat za przejazdy po liniach PKP (lipiec 92
r. I listopad 93 r.),
-dopuszczenia duńskiego taboru do ruchu (kwiecień-czerwiec
93 r.),
-postępowania w sprawach wypadków i awarii (maj 93 r.),
-przekazywania części torów, magazynu i pomieszczeń
warsztatowych w Lokomotywowni Czerwieńsk (kwiecień 93 r.),
-zasad przekazywania infrastruktury PKP w użytkowaniu LKR na
rzecz Wojewody (listopad 93 r.)
-uzgadniania rozkładów (styczeń i lipiec 93 r.)
-umowy o przewozy towarowe (grudzień 93 r.)
Przewozy pasażerskie oficjalnie uruchomiono wraz z nowym
rozkładem jazdy 23 maja 1993 r., rozpoczynając obsługę linii
na których PKP równocześnie zawiesiła przewozy pasażerskie.
Na uroczystej inauguracji przewozów pasażerskich Bogdan
Bresch, Główny Inżynier Inwestycji Zachodniej DOKP mówił:
„Oczywiście jest to przełamanie pewnego monopolu. PKP ma
zamiar w przyszłości skoncentrować się jedynie na głównych
liniach. Już dzisiaj 10 tysięcy kilometrów linii kol.
skazanych jest na likwidację. Gdyby nie przychylność PKP,
Lubuska Kolej Regionalna nie wystartowałaby nigdy. Intencją
kolei państwowej jest przekazanie wszystkich mniej
rentownych tras innym przewoźnikom”. Wicewojewoda
zielonogórski Władysław Drozd stwierdził: „Jest to kolej
użytku publicznego. Nie chodzi nam o krociowe zyski, lecz o
aktywizację naszego województwa.” Tadeusz Tomczak, dyrektor
LKR, oznajmiał wówczas dziennikarzom: ”Pierwsze trzy linie
to początek. Myślimy o przewozach towarowych i rozmaitej
działalności gospodarczej. Mamy nadzieję, iż wraz z PKP
zbudujemy sprawny system komunikacyjny naszego regionu”.
Na drodze rozwoju LKR stała dominująca jednak pozycja PKP
na rynku, które posiadały prawa własności do wszystkich
składników infrastrukturalnych wykorzystywanych przez nowego
oferenta. Już drugiego dnia po rozpoczęciu działalności
planowany przewóz wycieczki szkolnej pociągiem LKR z
Zielonej Góry do obozu jenieckiego w Żaganiu nie powiódł się
z uwagi na odmowę dostępu do infrastruktury ze strony PKP,
co doprowadziło do konfliktu (zresztą brak było w ogóle
procedury uzyskiwania "spontanicznego" dostępu do
infrastruktury przez przewoźników innych niż PKP) tak więc
doszło do sytuacji, w której dyrekcja nowego przewoźnika
nocą nadesłała faks do redakcji lokalnego dziennika "Gazeta
Lubuska" odwołujący wycieczkę, który niestety nie został
wydrukowany z uwagi na zakończenie pracy redakcji przed
otrzymaniem przesyłki, całe zdarzenie dokładnie opisano
dopiero następnego dnia) a młodzież szkolna przybyła na
dworzec została poinformowana o odwołaniu wycieczki dla
większości chętnych (przewoźnik kolejowy zdołał podstawić
tylko jeden autobus zastępczy). Takie więc były początki
działalności nowego pomiotu, co bynajmniej nie nastrajało
pozytywnie co do powodzenia inicjatywy w pozbawionej
regulacji podstawowych zasad gospodarczych branży.
Przewoźnik próbował także uruchomić przewozy na głównych
liniach regionalnych województwa. Tadeusz Tomczak, były
dyrektor LKR, opisywał problemy jakie miał w związku z
zamiarem wykonywania przewozów na linii Zielona Góra-Żary,
gdzie PKP zgadzało się na wprowadzenie oferty nowego
przewoźnika, ale pod warunkiem, iż pociągi LKR będą kursować
jedynie po czasie odjazdu pociągów PKP, np. pociąg LKR
będzie miał prawo obsłużyć linię dopiero 5 minut po pociągu
PKP. Sytuacja ta dziś śmieszy, bowiem na tej linii kursuje
już tylko jeden pociąg regionalny dziennie, ale dekadę temu
PKP oferowało jeszcze dość pokaźną ofertę na tej trasie.
W 1993 roku LKR zatrudniała 59 pracowników, w tym 12 na
część etatu. Dysponowano pięcioma składami pasażerskimi,
które pomyślnie przeszły badania homologacyjne i przeglądy
techniczne. Pociągi LKR-u rozpoczynały pracę przewozową w
dni robocze o 4:00 a kończyły o 20:30, w pozostałe dni
tygodnia odpowiednio o 6:00 i 19:45. Składy te stacjonowały
w Czerwieńsku, gdzie znajdował się również warsztat
naprawczy. Pociąg prowadzony był przez dwuosobową drużynę
trakcyjną wyposażoną w radiotelefon do łączności ze
stacjami. Obsługę podróżnych sprawował 1 kierownik pociągu
posiadający saszetkę z wydrukowanymi wcześniej biletami. Do
jego obowiązków należało niekiedy również zamykanie i
otwieranie rogatek przejazdowych, kolej bowiem nie
zatrudniała dróżników. Taktyka ta wyglądała tak, iż pociąg
zatrzymywał się, a kierownik pociągu wysiadał i opuszczał
rogatki, po czym otwierał je ponownie po przejeździe składu
i powracał na miejsce pracy. Sytuacja ta miała ulec zmianie,
ponieważ koleje duńskie DSB przygotowywały się do
nieodpłatnego przekazania kilku urządzeń samoczynnego
zamykania rogatek przejazdowych na skrzyżowaniach dróg.
Stosowano w większym stopniu poliwalencję pracowników,
wykorzystując ich do szerszego zakresu obowiązków niż było
to w przypadku kolei państwowej. Sprzedaż biletów pasażerom
w pociągu była czymś normalnym, ponieważ jedyna normalna
kasa biletowa LKR znajdowała się na dworcu kolejowym w
Zielonej Górze (3 pozostałe okienka należały do PKP).
Dodatkowo LKR posiadała umowę z PKP umożliwiającą pasażerom
zakup biletów u konduktorów PKP bez dopłaty po przesiadce z
pociągu LKR.
Nieprzezwyciężonym problemem dla LKR okazało się przejęcie
na własność infrastruktury kolejowej lub otrzymanie pełnego
prawa do jej użytkowania. Według zamierzeń należąca do PKP
infrastruktura miała zostać przekazana na rzecz Skarbu
Państwa. Jej część związana z funkcjonowaniem kolei tj.
nastawnie, magazyny, place składowe, przekazana zostać miała
w użyczenie na rzecz LKR. Reszta, czyli budynki mieszkalne,
gospodarcze i ogródki działkowe po ich upaństwowieniu miała
zostać skomunalizowana na rzecz gmin a następnie sprzedana.
Niestety, z uwagi na niedostosowanie się obecnej dyrekcji
PKP do tych planów LKR nie mogła uzyskać prawa do
zarządzania tymi liniami.
Samorządowa kolej regionalna nie zamierzała przejmować od
PKP całego balastu towarzyszącego linii kolejowej, a więc
kłopotliwych w utrzymaniu mieszkań i gigantycznych dworców,
w które są wyposażone linie kolejowe w zachodniej Polsce i
co bardzo dobitnie świadczy o minionej potędze tego środka
transportu. Polskie Koleje Państwowe stały na stanowisku, że
jeżeli nowy podmiot ma zamiar przejmować majątek, to
powiniem zabrać wszystko wraz z całym balastem deficytowych
mieszkań pracowniczych i licznych nieruchomości. Niestety,
gminy nie chciały przejąć mieszkań kolejowych od LKR, widząc
w tym nowe problemy, kolej regionalna też nie zamierzała
zajmować się administrowaniem mieszkań. Powstała sytuacja
patowa nie dawała się rozwiązać i dopiero niedawno nowa
ustawa o PKP rozwiązała częściowo ten problem.
Finansowanie działalności LKR stanowiło największy problem.
Podstawową działalność statutową, tj. przewozy pasażerskie
były deficytowe mimo dotacji otrzymywanej od Ministerstwa
Transportu. (W miesiącu kwietniu 93 r. była to suma 5
miliardów ówczesnych złotych, w całym roku 1993 suma dotacji
wynosić miała ok. 10 miliardów złotych). Według „Koncepcji
powołania LKR” przedsiębiorstwo powinno się samofinansować.
Równolegle z przewozami pasażerskimi miała rozpocząć na
swoich liniach dochodowe przewozy towarowe i w ten sposób
dotacją skrośną finansować deficyt w przewozach
pasażerskich. Już w grudniu 1992 r. LKR zaproponował ogólne
ramy współpracy z PKP w tym zakresie. Miała ona przebiegać w
ten sposób, że LKR w ścisłej współpracy z PKP wykonuje
czynności spedycyjne na swoich liniach, a ponosząc koszty
utrzymania tych linii otrzymuje uzgodnioną prowizję (8%) z
należności przewozowej za całą drogę przesyłki. PKP swoim
taborem i swoimi drużynami obsługiwałaby stronę techniczną
zadania. W drugim etapie LKR sama chciała wykonywać swoimi
lokomotywami i drużynami przewozy towarowe. Kolei zależało
na realizacji tej części działalności przewozowej ze względu
na spodziewany duży dochód przy minimalnym wzroście kosztów.
Podsumowując, LKR miała wyjść na prostą jedynie podejmując
zyskowne przewozy towarowe i finansować w ten sposób
deficytowe przewozy pasażerskie, ponieważ dotacja do
pasażerokilometra okazała się niewystarczająca do
prowadzenia działalności posiadanym taborem, mającym
kilkakrotnie za dużo miejsc inwentarzowych w stosunku do
potoków podóżnych. Jednym z założeń powstania tej kolei
miało właśnie być podjęcie przewozów towarowych na
nieobsługiwanych przez PKP liniach. Z chwilą gdy to nie
powiodło się z różnych względów (głównie formalno-prawnych,
związanych ze stanem prawnym przejmowanych linii, a także
brakiem zgody PKP na przejęcie linii bez całego balastu oraz
obaw PKP wobec redukującej koszty konkurencji w swojej
branży), przed właścicielami LKR stanęła perspektywa
ponoszenia sporych strat w obsłudze przewozów pasażerskich
na liniach zdecydowanie bocznych bez możliwości
zrekompenowania ich wpływami z ruchu towarowego i utrzymując
przy tym całą infrastrukturę kolejową i zaplecze techniczne.
Wówczas PKP obsługiwała jeszcze wszystkie ważniejsze linie
województwa, natomiast kolej regionalna miała relatywnie
niewielkie znaczenie w przewozach pasażerskich, stanowiąc
jednocześnie spore obciążenie dla budżetu województwa. W
momencie gdy LKR definitywnie nie otrzymała zgody od
konkurenta PKP na uruchomienie przewozów towarowych na
będących własnością PKP, ale obsługiwanych przez LKR
liniach, wojewoda podjął decyzję o postawieniu spółki w stan
likwidacji.
W okresie gdy los LKR wydawał się być przesądzony, ówcześni
dyrektorzy LKR podejmowali bezowocne starania w celu
przekonania samorządów do przejęcia linii kolejowych
leżących na ich terenach (prowadzono długie rozmowy m.in. z
samorządem Sulechowa). Z uwagi na silne rozdrobnienie
administracyjne (wówczas brak było powiatów) oraz
nierozwiązaną kwestię nieruchomości przykolejowych miały one
skutek negatywny.
LKR w fotografiach
        
   
Dotacje do przewozów pasażerskich również były
niewystarczające i pokrywały zaledwie niewielką część
kosztów, około 5-8 %. Sprzedaż biletów pokrywała 10-12
procent kosztów i tworzył się spory
osiemdziesięcioprocentowy deficyt, częściowo pokrywany
dotacją Ministerstwa Transportu. Było to spowodowane faktem
obsługi połączeń stricte lokalnych nieodpowiednim taborem -
pociągami regionalnymi push-pull, przeznaczonymi na główne
linie regionalne, nie zas na linie stricte lokalne. Pociągi
te w wypowiedzi specjalistów z poznańskiego ZNTK były
niezwykle nowoczesne i ekonomiczne jak na polskie warunki,
ale nieodpowiednie dla linii lokalnych, gdzie pożądanym
pojazdem byłby lekkie wagony motorowe, mniej więcej takie,
jakie dziś obsługują 47 % pracy przewozowej kolei w
sąsiednich Czechach. Deficyt był też wywołany niepełnym
funkcjonowaniem LKR (brak obsługi przewozów towarowych, co
miało być sednem powołania kolei).
Jednak LKR dobrze gospodarowała majątkiem już od samego
początku. Dbała o komfort podróży, pociągi były utrzymane w
dobrym stanie, a w porównaniu z ówczesnymi, a tym bardziej
obecnymi warunkami podróży w pojazdach regionalnych PKP,
były one luksusowe (klimatyzacja, ciepła i zimna woda w
toaletach, drzwi na przyciski, lotnicze siedzenia). LKR
zgromadziła spory i atrakcyjny tabor, na koniec nawet
otrzymała 10 luksusowych wagonów od kolei duńskich za
symboliczną złotówkę, które zamierzano wykorzystać w
planowanym nowym połączeniu pospiesznym z Zielonej Góry do
Warszawy. Również podjęto współpracę z duńskimi kolejami
regionalnymi OHJ i HJT. Koleje te zamierzały pomóc LKR w
uzyskaniu środków finansowych z budżetu Unii Europejskiej i
innych organizacji. Działająca zaledwie dwa lata spółka
zdołała stworzyć wielką organizację, zgromadzić spory
majątek i wypracować realne plany rozwojowe na tym rynku.
Likwidacja LKR trwała dłużej niż jej działalność, bo aż trzy
lata.
Konkluzje: parodia trwa dalej
Po 10 latach na temat LKR krążą różnorodne opinie. Jeden z
ex-managerów PKP stwierdził iż casus LKR miał dowieść, że
żadna kolej poza PKP nie może w Polsce zaistnieć. Miał
definitywnie pokazać, iż kolej nie-PKP nie może sie udać i
na długi czas odwlec próby reform PKP. Inny ex-manager PKP
nie ukrywał, iż LKR budziła nieprzychylne reakcje, posądzano
ją o zbytnio prorynkowe nastawienie i jej poczynania były
uważnie obserwowane przez niechętne tej inicjatywie grupy
nacisku. Jednak LKR jest też dowodem na to, że w polskich
warunkach samorząd może zorganizować własną kolej regionalną
w zupełnym oddzieleniu od PKP. Problemem okazał się być
głównie problem dostępu do infrastruktury i sprawiedliwych
warunków korzystania z niej. Problemem było tez
niedostosowanie taboru do potoków pasażerskich, ale problem
ten mógłby być rozwiązany gdyby LKR miała prawo wykonywania
usług także na głównych liniach regionu, gdzie jej składy
push-pull byłyby najodpowiedniejsze.
Dziś nowi przewoźnicy pasażerscy mają tylko trudniej. Stawki
za infrastrukturę są zaporowo wysokie, ale PKP ani myślą ich
(same sobie) płacić, czego dowodem jest ostatnia umowa o
częściowym umorzeniu długów wobec zarządu infrastruktury PLK.
Należy zadać pytanie: gdyby zamiast parodii w ustalaniu
różnych stawek dla operatorów prywatnych i „wiecznie
niewydolnych, wymagających pomocy” spóek-córek PKP
zastosować identyczne zasady dla wszystkich, to ilu
przewoźników weszłoby na rynek? Niesprawiedliwość, jaką jest
płacenie przez PKP efektywnie innych opłat za wykorzystanie
infrastruktury, trwa dalej, i po upływie dekady niewiele się
w tej sytuacji zmieniło. Egzystencja niezależnych
przewoźników w obliczu rażąco różnego traktowania podmiotów
na rynku jest w tej sytuacji niedorzecznością. Parodia
ekonomii trwa dalej, a przedmiot sporu przewoźników sprzed
dekady, tzn. linie regionalne woj. lubuskiego są obsługiwane
tak rzadko, że prawie wcale. Pasażerowie gremialnie
przesiedli się (z duńskich pociągów) do duńskich autobusów,
a rynek przewozów autobusowych w regionie obsługuje dziś aż
9 podmiotów.
„LKR-
krótka historia pierwszej kolei samorządowej” z nr 1/2004
‘Ekonomiki Kolei”
pobierz (http://www.kolej.most.org.pl/csk/members.htm)
                  
W województwie
lubuskim być może wkrótce będzie zorganizowany pierwszy
przetarg na wykonywanie kolejowych przewozów regionalnych
Po
tym jak licencję na wykonywanie kolejowych przewozów
pasażerskich dostał lokalny przewoźnik z woj. Lubuskiego-
PKS Zielona Góra, samorząd województwa planuje wyłonić
najlepszego operatora pociągów pasażerskich w drodze
przetargu. Prawdopodobnie do przetargu zgłosi się PKP
Przewozy Regionalne, PKS Zielona Góra oraz kilku spośród 280
licencjonowanych przewoźników działających w sąsiadujących z
woj. Lubuskim Niemiec.
Województwo to już ma
doświadczenie w korzystaniu z usług przewoźników kolejowych
niezależnych od PKP. W latach 1992- 1994 na liniach wokół
Zielonej Góry przewozy pasażerskie wykonywała Lubuska Kolej
Regionalna (LKR) Problemem dla LKR okazał się być
głównie problem dostępu do infrastruktury i sprawiedliwych
warunków korzystania z niej. Spółka początkowo korzystała z
porzuconej przez PKP infrastruktury lokalnych linii
kolejowych, a próby wejścia na sieć PKP z ofertą przewozową
zakończyły się dla LKR niepowodzeniem i zamknięciem firmy.
Na drodze
rozwoju LKR stanęła dominująca pozycja PKP na rynku, które
wówczas posiadały prawa własności do wszystkich składników
infrastrukturalnych wykorzystywanych przez nowego
przewoźnika i nie miały ustawowego obowiązku udostępniania
ich innym przeowźnikom. Przewoźnik LKR próbował uruchomić
przewozy na głównych liniach regionalnych województwa.
Tadeusz Tomczak, były dyrektor LKR, opisywał problemy jakie
miał w związku z zamiarem wykonywania przewozów na linii
Zielona Góra-Żary, gdzie PKP zgadzało się na wprowadzenie
oferty nowego przewoźnika, ale pod warunkiem, iż pociągi LKR
będą kursować jedynie po czasie odjazdu pociągów PKP, np.
pociąg LKR będzie miał prawo obsłużyć linię dopiero 5 minut
po pociągu PKP.
Sytuacja ta
dziś śmieszy, bowiem na tej linii kursują już tylko trzy
pociągi regionalne dziennie, ale dekadę temu PKP oferowało
jeszcze dość pokaźną ofertę na tej trasie. Problemem było
też niedostosowanie taboru LKR (duńskich składów spalinowych
Lyntog) do potoków pasażerskich, ale problem ten mógłby być
rozwiązany gdyby LKR miała prawo wykonywania usług nie tylko
na liniach lokalnych, ale także na głównych liniach regionu,
gdzie jej nowoczesne składy (do dziś w Polsce tabor typu
push-pull nie jest stosowany) byłyby najodpowiedniejsze do
obsługi dużych potoków podróżnych. Koleje LKR posiadały
wygodne duńskie pociągi z niezwykle wygodnymi,
klimatyzowanymi wagonami, wyposażonymi w drzwi na przyciski,
lotniczymi fotelami i nawet stolikami do przewijania
niemowląt. Niestety, w następstwie braku odpowiednich
regulacji prawnych przewoźnik dysponujący lepszym taborem
wypadł z rynku.
Jak pisze Katarzyna Kozińska
(Puls Biznesu) - PKS Zielona Góra może zostać pierwszym
komercyjnym przewoźnikiem kolejowym spoza PKP. Ma licencję i
chce z niej korzystać. PKS Zielona Góra uzyskał licencję
przewoźnika kolejowego. Przygotowuje szczegółowy plan
przedsięwzięcia, które - zdaniem Zenona Bambrowicza, prezesa
firmy - może przynosić dodatkowy dochód.
-"
Złożyliśmy w Lubuskim Urzędzie Marszałkowskim (LUM)
propozycję świadczenia usług przewozu koleją. Na początek
jesteśmy zainteresowani obsługą dwóch tras. Dla nas ma to
być działalność dodatkowa. Z wstępnego planu finansowego
wynika, że projekt będzie rentowny " - mówi prezes. Na razie
nie chce ujawnić tras, o które będzie się starał. Do ich
obsługi PKS chce wydzierżawić szynobusy, które kupuje LUM.
Gdy
pojawia się przewoźnik inny niż PKP, samorząd województwa
wyłania operatora w drodze przetargu. LUM ogłosi taki
przetarg prawdopodobnie w pierwszej połowie 2005 r. Prezes
PKS liczy, że jeśli szybko zostanie rozstrzygnięty, jego
oferta mogłaby wejść do rozkładu jazdy już w czerwcu. - "
Wstępnie rozmawiamy z PKP w sprawie linii, na których chcemy
być operatorem " - mówi szef PKS.
Pomysł autobusowego przewoźnika nie podoba się niektórym
związkowcom z PKP. Ich zdaniem, PKS nie zna się na kolei. -"
17 lat pracowałem w PKP. Myślę, że sporo wiem na ten temat.
Zamierzam też zatrudnić profesjonalną kadrę " - odpowiada
Zenon Bamber. Pracownicy PKP boją się konkurencji. PKS ma
szansę przełamać monopol państwowego przewoźnika. Na razie
inni licencjonowani przewoźnicy osób (poza PKP) to
stowarzyszenia non-profit lub operatorzy kolejek
wąskotorowych.
wg
Pulsu Biznesu z grudnia 2004
|