|

Teatr sp. z o.o.
Adam Fularz
W wielu
mniejszych polskich miastach teatry zanikły,
mimo że istnieje wystarczająca infrastruktura
techniczna do wystawiania sztuk teatralnych. W
innych, dużych ośrodkach teatry są słabo
zarządzane, podporządkowane politykom i w
efekcie boją się być odważne. Stały się niezbyt
niezależne, mało twórcze. Powodem jest zwykle
zła organizacja tego sektora rynku kulturalnego,
mocno odstająca od praktyk europejskich.
Konieczna jest więc zmiana systemu organizowania
teatru w polskich województwach. Jej efektem
będzie atrakcyjniejszy, bogatszy repertuar i
powrót teatru na prowincję- do miast
powiatowych. Tam też są widzowie, którzy płacą
takie same podatki jak ci widzowie w dużych
miastach. Dlaczego więc mieliby być odcięci od
rozrywki, jaką daje dobrze zrobiony teatr?
Mało pieniędzy, mało teatru
W Polsce są
62 teatry (ich liczba zmniejszyła się w
ostatnich latach o około 30), w tym: 2 teatry
państwowe finansowane bezpośrednio przez
Ministerstwo Kultury; 29 teatrów samorządów
wojewódzkich oraz 31 teatrów samorządów
miejskich lub powiatowych. Budżet tego sektora
(wpływy i dotacje) to ok. 200 mln zł; zaś
średnia dotacja na teatr wynosi 3 mln zł. Na
jedną instytucję przypadało średnio 270
spektakli, a każdy z nich został odwiedzony
przez 211 widzów. Średnio każdy bilet do teatru
dotowany jest sumą 67 PLN. Liczba widzów
polskich teatrów to ok. 3 mln widzów rocznie (wg
"Raportu o stanie teatrów", ZASP 2003). Obecnie
spośród państw rozszerzonej UE w Polsce
przeznacza się najmniej środków publicznych na
kulturę - 24 euro w przeliczeniu na jednego
mieszkańca, podczas gdy na Słowacji jest to 27
euro, w Czechach - 30, we Francji - 198, a w
Danii - 214 euro. Jednakże oprócz marnego
finansowania przyczyną zapaści jest także
archaiczna forma organizacyjna tego sektora.
Komercjalizacja lekarstwem
Czy „Teatr
sp. z o.o.” to czarodziejskie słowo, które
oczarowuje aktorów i zarząd teatru czyniąc z
niego otwartą na klienta, atrakcyjną instytucję,
która nagle zaczęła działać dla widza, a nie dla
bliżej nieokreślonych sfer polityki? Bowiem,
według słów krytyków, typowy polski teatr to
dziś upudrowane nieco przedsiębiorstwo państwowe
wg dekretu z 1950 r. Skostniałe i niemrawe,
biernie zarządzające publicznymi środkami,
nieskore do podążania za modami i trendami,
niechętne do wybijania się ponad przeciętność i
oszałamiania widza.
Zalety
skomercjalizowania teatrów są ogromne.
Komercyjnie działający teatr koncentruje się na
zbycie swych usług i na pozyskaniu klientów, a
nie na samym „trwaniu”, jak to ma miejsce w
przypadku teatrów upaństwowionych. Komercyjny
teatr zupełnie inaczej kształtuje politykę cen
biletów, pozyskuje znacznie więcej środków z
innych źródeł: grantów, sponsorów bądź
mecenasów. Skomercjalizowany teatr jest wolny w
swoich działaniach rynkowych. Forma taka pozwala
na wciągnięcie kapitału z innych źródeł: np. z
funduszy miasta a nie tylko województwa, pozwala
na inwestycje w teatr prywatnym inwestorom.
Teatr może także zaciągać kredyty i działać jak
normalne przedsiębiorstwo.
W RFN,
gdzie komercjalizacja teatrów jest bardzo
zaawansowana, jest ona widziana jako sposób na
zmuszenie tej zmurszałej instytucji do bardziej
normalnego udziału w gospodarce i większego
odpowiadania na potrzeby klientów. Jest to
tendencja niemal generalna. W RFN duże sceny,
jak na przykład Hamburg, Hannover albo
Düsseldorf już od dziesięcioleci funkcjonują
jako spółki. Oczywiście nie są to podmioty
prywatne, bo kapitał spółek wciąż należy do
samorządów, lecz działają już one niejako „na
własny rachunek”. Może on np. zyski osiągnięte w
jednym sezonie zatrzymać do kolejnego sezonu,
bez potrzeby wywalczenia tego w samorządzie,
jeśli byłby zwykłą jednostką budżetową.
Skomercjalizowany teatr sam także podejmuje
decyzje personalne.
Zreformowane teatry są często spółkami prawa
handlowego, a ich kapitał jest w rękach
samorządów, albo też przekształcane są w
fundacje lub stowarzyszenia non-profit. Celem
jest tutaj stworzenie parasola mającego chronić
instytucje kulturalne od wpływu świata polityki.
Jak pisze Dorota Ilczuk z Instytutu Spraw
Publicznych UJ, forma jednostki budżetowej w
działalności kulturalnej jest raczej na
wymarciu, obecną tendencją jest nadanie możliwie
największej swobody gospodarczej poprzez
tworzenie samodzielnych instytucji, gdzie
większość pracowników jest zatrudniona na
kontraktach.
Główne
zalety to skrócenie procesu decyzyjnego, który
jest szybszy, wydajniejszy i bardziej dyskretny
niż to miało miejsce w przypadku podmiotu prawa
publicznego. Wciągnięcie do zarządzania teatrem
know-how prywatnych podmiotów przez radę
nadzorczą jest znacznie prostsze niż w przypadku
innych form prawnych. Wpływy rady pracowniczej i
związków zawodowych są mniej znaczące niż w
przypadku tradycyjnych form organizacyjnych.
Największą zaletą jest jednak elastyczność w
ustalaniu wynagrodzeń dla zatrudnionych
aktorów.
W
Meklemburgii- Pomorzu Przednim proces reform
zapoczątkowano w 1994 roku, z zespołów teatrów w
Greifswaldzie i Stralsundzie tworząc jedną
spółkę (budynki pozostały własnością obu miast),
co zredukowało wiele kosztów. Dziś prawie
wszystkie teatry regionu to spółki, ostał się
już tylko jeden teatr w Rostocku, gdzie
komercjalizacja się przeciąga z powodu protestów
pracowników obawiających się zmian i ryzyka
związanego z przejściem na system, gdzie źle
zarządzany teatr może po prostu zbankrutować.
Powrót na prowincję
Jednym z
efektów komercjalizacji okazał się powrót teatru
na prowincję. W Meklemburgii- Pomorzu Przednim
na powrót otwarto stałe sceny w mniejszych
miejscowościach, gdzie też istnieje rynek dla
teatru na zasadach impresaryjnych, którego
jednak wcześniej nikt nie organizował. Doszło do
tego, że w pozbawionych infrastruktury
kulturalnej kurortach nadmorskich rozstawiane są
namioty, w których gra się sztuki (casus
Heringsdorfu). Dla skomercjalizowanego teatru
atrakcyjne stały się nawet miasta powiatowe.
Innym
efektem było dostosowanie do potrzeb widza. Otóż
skomercjalizowany teatr w niewielkim mieście
powiatowym Anklam aż 2/3 wpływów zarabia w
sezonie letnim organizując wielkie widowiska na
wolnym powietrzu, w myśl zasady, że jeśli
klienci wówczas nie wybierają się do teatru, to
teatr wybiera się do widza, co istotnie jest
faktem patrząc na ogromną ilość występów
gościnnych w całym regionie, oraz ogromne
inscenizacje legendy o Vinecie odbywające się na
wyspie Uznam (mimo iż owo legendarne miasto
znajdowało się po polskiej stronie granicy na
wyspie Wolin, w okolicach polskiego Wolina). W
tym okresie „państwowe” teatry mają przerwę
wakacyjną, a na rynku potrzeby „opuszczonego”
widza zaspokajają jedynie teatry komercyjne, lub
te działające na komercyjnych zasadach.
Rys. Schemat organizacyjny
teatru regionalnego
     
Opr. własne autora
Analizując
model niemieckiego łączenia scen w większe
jednostki organizacyjne, widac pewną
prawidłowość. Jeden zespół teatralny z reguły
obsługuje kilka do kilkunastu scen w regionie.
Często w miastach wielkości od 20 do 70 tys.
mieszkańców zarząd „regionalnego” teatru
zorganizował stałe „oddziały” sceny teatralnej,
działające pod własnym szyldem marketingowym
„Teatr w mieście A.”, jednakże w rzeczywistości
będące tylko oddziałem spółki „Teatry regionalne
województwa C sp. z o.o.”, hurtowo zapewniającej
przedstawienia na kilku scenach regionu.
Takie
połączenie daje możliwości znacznych
oszczędności na administracji i wielu
powtarzalnych czynnościach, oraz umożliwia
oferowanie lepszej, bogatszej oferty na wielu
scenach regionu. Daje też możliwość wystawiania
bardziej kosztownych i droższych w przygotowaniu
sztuk. Wszak wielość scen daje możliwość
wystawienia tych sztuk przed większą
publicznością. Umożliwia to np. tworzenie
wystawianych na wielu scenach regionu
wyspecjalizowanych sztuk dla dzieci, których nie
opłacałoby się tworzyć tylko dla sceny jednego
miasta.
Wieloprofilowość
W
niemieckich miastach mających od 100 do 500 tys.
mieszkańców normą jest wielotorowość, a teatr
skupia 3, 4 a nawet 5 rodzajów. Dopiero duże
aglomeracje stać na „specjalistyczne” teatry
tylko operowe lub tylko dramatyczne. Regułą
wszystkich pozostałych większych teatrów w
Niemczech jest wieloprofilowość: spośród 150
teatrów w RFN aż 95 to teatry operowe, mające w
repertuarze przedstawienia operowe. Działalność
prowadzona jest trzytorowo: równolegle działają
sceny dramatyczna, opery i teatru tańca lub
baletu. Do tego często dochodzi jeszcze scena
lakowa.
W Polsce
problemem dla wieloprofilowości i stosowania
modelu teatru operowego w mniejszych miastach
jest brak infrastruktury. W wielu polskich
miastach konieczna jest budowa nowych sal
teatralnych o parametrach technicznych
dostosowanych do wystawiania spektakli
operowych, choćby tylko na zasadzie
impresaryjnej. Jak dotychczas, nawet w przypadku
budowy nowych obiektów taką możliwość pomijano
(jak w przypadku Zielonej Góry i sali
Międzynarodowego Centrum Muzycznego). Mimo to w
miastach wielkości od 100 do 500 tys.
mieszkańców istnieje wystarczający rynek by co
najmniej kilka razy w roku mogły być grane w nim
opery. Koszt jednego takiego spektaklu to ok.
20- 50 tys. PLN.
Holding kulturalny
Praktyką
wielu miast zachodnioeuropejskich jest tworzenie
holdingu zarządzającego miejską kulturą, w
którym scala się zespoły filharmonii, teatru, i
innych miejskich instytucji kulturalnych. Także
to pozwala na znaczne oszczędności kosztów
natury administracyjnej, ale nie ma już wpływu
na poszerzenie obszaru działania zespołu
teatralnego i jego potencjalnego rynku.
Przykładem udanych działań na polu kulturalnym
powinien być Frankfurt nad Odrą, gdzie działa
jeden, działający na komercyjnych zasadach,
zarząd wszystkich instytucji kulturalnych w
mieście.
Rozdzielono
zarządzanie infrastrukturą kulturalną od
działalności artystycznej, wobec czego Sala
Koncertowa im. Bacha jest odrębną organizacyjnie
jednostką od miejscowej orkiestry symfonicznej,
która stała się instytucją samodzielną.
Infrastruktura jest więc w ręku innego podmiotu
niż miejscowa orkiestra, wobec czego prostsze
staje się organizowanie w niej koncertów
konkurencyjnych orkiestr. Analiza oferty
kulturalnej pokazuje, że oprócz miejscowej
Brandenburskiej Orkiestry Symfonicznej grywa tam
bardzo wielu muzyków-solistów oraz obce
orkiestry. W przypadku gdy monopolistą w
zarządzaniu salą koncertową jest miejscowa
filharmonia, często dąży ona do monopolizowania
rynku i nie zabiega o to by koncerty grali także
inni muzycy lub obce orkiestry. Dopiero taka
reforma pozwala na stworzenie warunków dla
pojawienia się „muzycznej” konkurencji.
Zamknięto
położony na przedmieściach teatr miejski i
zamiast niego w centrum miasta wzniesiono od
podstaw Kleist Forum: gigantyczne centrum
widowiskowo-konferencyjne, którego budowa
pochłonęła 35 mln euro, z czego połowa
pochodziła z funduszy europejskich. Niekiedy gra
się tam również opery, bowiem nowa scena jest do
tego znakomicie dostosowana, a chętnych na
elitarną rozrywkę jest wystarczająco wielu.
Zlikwidowano utrzymywany z państwowych pieniędzy
stały zespół teatralny, przeznaczając całe
środki na wykup przedstawień od niezależnych
grup teatralnych oraz przedstawień wyjazdowych
innych teatrów. Ponadto w mieście powstały dwa
inne teatry prywatne, które znakomicie zapełniły
lukę po stałym zespole teatralnym. Dofinansowane
są one przez miasto w procedurze konkursowej-
miasto rozdaje granty na przygotowanie
konkretnych zgłoszonych do konkursu i
wyłonionych w nim spektakli. W całych Niemczech
działa około 60 prywatnych teatrów,
finansowanych często przez procedury konkursowe.
Także w Szwecji w odniesieniu do teatrów
prywatnych stosuje się mechanizm grantów. Około
70 szwedzkich teatrów prywatnych dostaje środki
z budżetu na określone realizacje, i w efekcie w
większych ośrodkach miejskich panuje duża
konkurencja na rynku oferty kulturalnej.
Centrum
Kultury sp. z o.o.
Czasy kiedy
tryumfy święciły siermiężne „Domy Kultury” lub
jakieś tam „Ośrodki”, są już dawno démodé.
Dziś w miejsce domów kultury, które utrzymują
się jeszcze tylko na prowincji, powołano
„Centra Kultury i Sztuki”, wykonujące zwykle te
same zadania, ale jakże eufemistycznie, jakże
marketingowo poprawnie nazwane. Niestety, za
nową nazwą nie zawsze idzie nowa forma
organizacyjna, choć czasem się to zdarza.
Ciekawym
przykładem zastosowania pomysłu komercjalizacji
instytucji kultury w mniejszej skali jest
miejskie Przedsiębiorstwo Imprez Kulturalnych
„Centrum Ostrów” sp. z o.o. w Ostrowie
Wielkopolskim, utworzone w 1999 roku. Zostało
ono wyposażone przez miasto we wniesiony aportem
majątek, aby móc w oparciu o posiadany kapitał
prowadzić racjonalne zarządzanie. Jest to
przykład nowatorskiej formy
organizacyjno-prawnej placówki działającej w
sferze usług kulturalnych. Właścicielem spółki
jest miasto, które zobligowano ją do realizacji
zadań własnych gminy w zakresie kultury,
wynikających z art. 7ust.1 pkt. 9 ustawy z dnia
8.03.1990 o samorządzie gminnym. Spółka inicjuje
i organizuje dla miasta imprezy kulturalne:
festiwale, widowiska, koncerty, spektakle i
wystawy.
Jak
informuje portal internetowy „Centrum Ostrów”
sp. z o.o. (por. www.centrum-ostrow.pl), do roku
1994 dofinansowanie do odbywających się w
Ostrowie imprez kulturalnych miało charakter
typowo uznaniowy, i odbywało się aż do
wyczerpania puli środków przyznanych na ten cel.
Taki porządek organizacyjny prowadził jednak do
wielu konfliktów artystów i frustracji
organizatorów imprez, tworząc mocno
niekorzystnego klimatu dla wyzwalania nowych
inicjatyw. Ten sposób wydatkowania pieniędzy
publicznych nie był satysfakcjonujący ani dla
władz, ani dla środowiska kultury, o widzach nie
wspominając. Miasto wprowadziło więc stały
regulamin finansowania imprez i przedsięwzięć w
dziedzinie kultury, który aktywizuje
zainteresowanych do pozyskania dodatkowych
źródeł finansowania przedsięwzięć kulturalnych.
Samorząd miejski od momentu wprowadzenia
regulaminów przestał być wykonawca usług z
zakresu kultury, stając się jedynie mecenasem i
sponsorem części kosztów planowanych imprez.
Na usługę
kulturalną od 1995 r. podpisywana była umowa
miasta z ośrodkiem kultury. Jednak dyrektor
Ostrowskiego Centrum Kultury wystąpił z
wnioskiem do Zarządu Miasta o zmianę formy
organizacyjno-prawnej kierowanej przez niego
jednostki, bowiem w jego ocenie stara forma
zakładu budżetowego uniemożliwiała mu
zarządzanie w sposób nowoczesny, odpowiadający
standardami oczekiwaniom odbiorców. Dziś centrum
organizuje 4 festiwale, a także przeglądy i
spotkania teatralne (takie jak organizowany na
zasadzie impresaryjnej ogólnopolski festiwal
teatrów niezależnych), oraz organizuje koła
amatorskie muzyki, tańca, plastyki itd.
Teatr impresaryjny
Inną wielką
pokusą jest teatr impresaryjny, bez zespołu,
dysponujący jednak tym samym budżetem co teatr z
zespołem, i zamawiający spektakle u obcych
zespołów i teatrów ze stałymi trupami. Daje to
często lepsze efekty niż jakikolwiek wcześniej
przedstawiony sposób reformy placówek
teatralnych, ale wywołuje zwykle torsje u
dyrektorów placówek zamienianych w teatry
impresaryjne, dla których oznacza to utratę
zespołu aktorskiego, i dla samego zespołu, który
nagle traci stałe miejsce zatrudnienia i sam
musi zabiegać o znalezienie teatrów chętnych do
wystawiania swych sztuk.
Teatr
impresaryjny zajmuje się tylko i wyłącznie
sprowadzeniem grup teatralnych. Analizując
wydatki na finansowanie teatrów miejskich łatwo
można oszacować, iż roczne budżety przeznaczane
na utrzymywanie stałego zespołu (ok. 3-4 mln PLN)
pozwalają z reguły na sprowadzanie znanych
spektakli z całego świata. W teatrze
impresaryjnym pracuje zwykle tylko ekipa
techniczna, i nie płaci się za zatrudnianie
stałego zespołu artystów. Dzięki teatrowi
impresaryjnemu wiele większych polskich miast
otrzymywałoby przedstawienia na świetnym
poziomie, proponując widzom np. występy gościnne
znanych teatrów europejskich.
Krystyna
Meissner, znany reżyser teatralny z
doświadczeniem w organizowaniu festiwali
teatralnych, jest zdania iż taka formuła
„niekończącego się festiwalu teatralnego”
cieszyłoby się to wielkim powodzeniem, a
widownia byłaby codziennie pełna. Za przykład
pokazuje ona oparty na podobnych zasadach teatr
w Antwerpii, uważany dziś za jeden z najlepszych
w Europie.
W Polsce
teatry impresaryjne są domeną mniejszych miast,
np. Tych, Włocławka, Słupska (w Słupsku teatr
dramatyczny zlikwidowano), których nie stać na
stałe zespoły, a chcą utrzymać ofertę kulturalna
na wysokim poziomie. Analiza oferty teatru
Impresaryjnego we Włocławku pokazuje iż są one w
stanie zaproponować ofertę znacznie lepszą niż
wiele teatrów w miastach o podobnej wielkości
utrzymujących stałe zespoły teatralne. Także w
Warszawie w dwóch teatrach (Teatr Na Woli oraz
Teatr Komedia) rozwiązano stałe zespoły
teatralne.
Inną formę
zastosowano dla reaktywacji teatru w Grudziądzu.
Jak podaje Gazeta Wyborcza, według pomysłu
Krystyny Nowak, dyrektorki Centrum Kultury
"Teatr", co roku rozpisywano konkurs wśród
zespołów teatralnych z całego kraju, którego
zwycięzca prowadził przez rok grudziądzką scenę.
W ten sposób pracowały tam m.in.: Teatr Dialog
Edwarda Żentary, Teatr Osobowy z Wrocławia i
Cinema z Michałowic. Lecz niedawno po zmianach
politycznych teatr został zamknięty na powrót,
co ciekawe, decyzją tego samego urzędnika
którego winiono za poprzednie zamknięcie.
Ogólnoeuropejska tendencja
Odwrót od
„ślepego” finansowania teatrów jest
ogólnoeuropejską tendencją. W Wielkiej Brytanii
stosowane są na przykład kontrakty dotyczące
działalności kulturalnej zawierane przez państwo
z prywatnymi, niezależnymi instytucjami
teatralnymi. Ważne też jest zastąpienie
podległości teatru wobec świata polityki dużym
poziomem niezależności.
Jak
podaje raport rządowy „Narodowy Program
Kultury”, w wielu krajach UE (np. Austrii,
Finlandii, Holandii, Niemczech, Włoszech,
Szwecji) można zauważyć wyraźne tendencje
polegające na uniezależnianiu się instytucji
kulturalnych od państwa, i nadawaniu im większej
autonomii. Państw wciąż przekazuje środki
finansowe, ale w większości teatry zyskują inny
status prawny (np. fundacji, stowarzyszenia,
spółki akcyjnej, spółki z ograniczoną
odpowiedzialnością). Podobne zmiany dotyczą
także instytucji, za które odpowiedzialne są
władze regionalne i lokalne. W Szwecji
na
szczeblu gmin i regionów instytucje kulturalne
działają głównie jako fundacje lub spółki z
ograniczoną odpowiedzialnością, w których
właścicielem jest region lub/i kilka gminnych
władz. Ponadto w ostatnich latach kilka
szwedzkich teatrów i muzeów zostało
przekształconych w spółki akcyjne.
W
Niemczech na specjalne organizacje spadłą
odpowiedzialność za prowadzenie programów i
instytucji kulturalnych, przy czym państwo nie
pozbyło się jednocześnie odpowiedzialności za
stronę finansową, łożąc na kulturę jak
dotychczas. Wprowadza się instytucje
pośredniczące (głównie stowarzyszenia i
fundacje) odpowiedzialne za np. dostarczanie
publicznych środków do instytucji (szczególnie
powszechne na szczeblu federalnym i landów).
Często dochodzi do łączenia funduszy, tzn. dany
teatr finansowany jest zarówno przez szczebel
regionalny jak i przez samorząd lokalny (np.
Teatr Dramatyczny w Düsseldorfie jest
finansowany w 50 % przez miasto i w 50 % przez
land). Również tutaj instytucje kultury zyskują
inny status prawny, np. spółki z ograniczoną
odpowiedzialnością lub fundacji (jednocześnie
uwalniając się od ograniczeń np. prawa
budżetowego). Umowy z dyrektorami zawierane są
na okres 3 do5 lat, co gwarantuje pewną ciągłość
pracy artystycznej. Istotnym jest fakt, iż
ciągłość umowy jest ustalana na 3-5 lat, i po
upływie tego okresu umowy mogą być przedłużone
lub nie, zależnie od efektów osiąganych przez
dyrektora i pojawienia się na rynku pracy
lepszych managerów kultury. Według Rolfa Bowina
z Deutscher Bühnenverein, niedopuszczalna jest
sytuacja w której dana instytucja jest kierowana
przez dziesięciolecia lub przez dłuższy okres
czasu przez jedną osobę na podstawie umowy na
czas nieokreślony- oznaczałoby to zbyt duże
ograniczenie swobody artystycznej.
Podsumowanie
Niezależnie od wybranego sposobu reform
(komercjalizacja, holding, czy też teatr
impresaryjny) efektem reformy jest zmuszenie
teatrów do zainteresowania się widzem i jego
potrzebami. Ważne jest przede wszystkim nadanie
autonomicznego i niezależnego od polityki
charakteru instytucjom kultury, pozwalającego na
„wolność artystyczną”. Reforma teatru to albo
rodzaj komercjalizacji, albo wykorzystując
formułę non-profit, jego przemiany w fundację
lub stowarzyszenie. Pozwala to tej instytucji na
zwrócenie się ku widzowi i na większe operowanie
kryteriami ekonomicznymi w bieżącej
działalności.
Kończy się epoka „wiszenia” na garnuszku
samorządu, a zaczyna okres działania na własny
rachunek, oczywiście przy silnym wsparciu
finansowym samorządów, ale w systemie, w którym
dyrektor teatru swoimi decyzjami bezpośrednio
odpowiada za efekty ekonomiczne swojej placówki
i (wraz z zespołem) jest od nich zależny, także
finansowo. Teatr staje się niezależny i „wolny
artystycznie”, a państwo i samorządy przybierają
zaś rolę mecenasa, już bez ustawowego obowiązku
finansowania czegoś, co np. niekoniecznie
prezentuje wysoki poziom artystyczny.
Działalność na własny rozrachunek działa dość
mobilizująco na teatry i nie należy się dziwić
rozpowszechnieniu tej formy organizacyjnej w
Europie. Pytanie tylko, czy ta forma ma szansę
rozpowszechnić się w Polsce.
|