|

„Opera Leśna” sposobem na
tanią infrastrukturę kulturalną wysokiej jakości
Adam Fularz
Wiele polskich miast
narzeka na deficyt miejsc, gdzie możanby
wystawiać zarówno spektakle kultury wysokiej,
jak i takie zorientowane pod bardziej masowego
widza. Jednak istnieje możliwość względnie
taniego pozyskania takiej infrastruktury poprzez
budowę zadaszonego amfiteatru o podwyższonych
parametrach, przystosowanego do sezonowego
wystawiania nawet monumentalnych oper. Budowa
takich obiektów stwarza techniczną możliwość
zaistnienia kultury wysokiej w około 20- 30
polskich miastach średniej wielkości,
pozbawionych dotąd budynków operowych lub nawet
zwykłych teatrów. Jest to aktualnie jedyna
ekonomicznie realna opcja pozyskania nowych, co
prawda sezonowych, obiektów infrastruktury
kulturalnej przez samorządy miejskie.
Mały a może
Położony przy polskiej
granicy zachodniej Frankfurt nad Odrą (65 tys.
mieszkańców) jest przykładem miasta, które
dzięki udanej polityce kulturalnej jest
atrakcyjny kulturalnie. A polityka ta była
zdecydowana i konsekwentna. Zamknięto położony
na przedmieściach teatr miejski i zamiast niego
w centrum miasta wzniesiono od podstaw Kleist
Forum: gigantyczne centrum
widowiskowo-konferencyjne, którego budowa
pochłonęła 35 mln euro, z czego połowa
pochodziła z funduszy europejskich. Dziś teatr
działa na zasadzie impresaryjnej (bez własnego
zespołu aktorów), a przyjezdne zespoły grają tam
również opery (w miesiącu styczniu 2005 grano 2
spektakle „Don Giovanniego”). Nowa scena jest do
tego znakomicie dostosowana, a chętnych na
elitarną rozrywkę jest wystarczająco wielu.
Większy już nie?
W nieodległej od Frankfurtu, dwukrotnie większej
Zielonej Górze, wystawienie opery jest obecnie
niemożliwe z powodu braku infrastruktury.
Władzom miasta proponowano, wzorem pobliskiego
Frankfurtu zbudowanie nowej sali
operowo-teatralnej dostosowanej do wystawiania
nawet dużych oper, lub przebudowę tamtejszego
amfiteatru na ”operę leśną”. A widzowie są i
czekają. W Zielonej Górze na operę „Nabucco”,
wystawioną w październiku 2003-go roku w
kościele pw. Św. Ducha przez objazdowy zespół
„Opery Piastowskiej” Marka Tracza, przyszło 800
osób, a każda zapłaciła 40 złotych. Także na
operetce „Riemannoper” Toma Johnsona z Teatru
Państwowego w Cottbus, granej w Teatrze Lubuskim
w 2004 roku, był komplet. Stało to się mimo że
spektakl był w jęz. niemieckim i brak było
umieszczonego nad sceną ekranu do wyświetlania
tłumaczenia tekstu na jęz. polski. Przykłady te
pokazują, że i w miastach średniej wielkości
jest popyt na kulturę wysoką.
Megaopera ze
słoniami i rozmachem
Duże aglomeracje mają bardzo dobrze rozwinięte
sceny operowe. Popatrzmy na Wrocław, od
lubuskiej aglomeracji większy dokładnie 3,77
razy. Opery przyciągają do miasta wielu
zagranicznych turystów, i dość często są to
megaspektakle dla masowej publiczności. Wystawia
się je od 1997 r. w gigantycznej Hali Ludowej.
Imponuj rozmachem- "Aida" Verdiego w 1997 r. -
sześć koni i sześć wielbłądów na scenie, 20 tys.
ludzi na widowni, "Carmen" z oddziałem jeźdźców,
"Nabucco" ze słoniami, "Carmina Burana" z...
jednorożcem, "Straszny Dwór" z sokołami i
"Skrzypek na dachu" ze stadem kóz. „Giocondę”
wystawiano na pięciopiętrowej barce ustawionej
na Odrze, która w końcowym momencie spektaklu
płonęła. Pięciotysięczna widownia przez niemal
cały sezon grania plenerowego spektaklu była
pełna. Sukces „Giocondy” jest dowodem tego, że
do wystawienia opery niekoniecznie trzeba mieć
kosztowny budynek. Liczy się przede wszystkim
pomysł i dobre planowanie, bowiem wrocławska
opera zapowiada spektakle już na 2006 rok…
Jest też inny przykład na to, że opera
niekoniecznie musi być wystawiana w gmachu
zbudowanym kosztem kilkuset mln PLN. Z powodu
remontu wrocławskiej sceny głównej część oper
przeniesiono na scenę zastępczą na zapleczu, o
wyglądzie hali fabrycznej: z plastikowymi
krzesłami, nieeleganckim wejściem, z korytarzem
zamiast foyer. Ale w operze liczy się przede
wszystkim to, co na scenie, więc na brak
klientów opera nawet „w warunkach hal
fabrycznych” nie może narzekać.
Polskie opery
Opery istnieją zwykle nie tylko w aglomeracjach,
lecz także w średniej wielkości miastach
europejskich (a więc tych liczących 100- 500
tys. mieszkańców). Analiza liczby oper w
miastach niemieckich czy francuskich pokazuje że
nawet niewielkie miasta stać na tą formę
rozrywki. W RFN działa 80 oper, czyli ok. 1 na
każdy milion mieszkańców.
W Polsce działa tylko 9 oper o rocznych
budżetach wynoszących średnio 5-10 mln PLN (dla
przykładu roczny budżet szczecińskiej opery
wynosi 6,5 mln PLN). Najnowsza z nich to
bydgoska opera Nova, budowana już równo 30 lat,
gdzie wystawia się opery, na których np. do
powozu zaprzężono najprawdziwsze konie, a po
scenie jeździ prawdziwymi samochodami (operetka
„Hrabina Marica”), co jest możliwe dzięki
systemowi dźwigów, umożliwiających pojawienie
się na scenie nawet słonia.
i festiwale
operowe…
Właśnie w od dawna
nieukończonym budynku Opery Nova organizowany
jest doroczny festiwal operowy, na którym swoje
dzieła wystawiają największe teatry operowe
kraju. Trwa on miesiąc i dysponuje budżetem w
wysokości 1,2 mln PLN. W Polsce jest kilka
takich festiwali operowych, odbywających się
głównie w lecie, tak by przyciągnąć jak
największe rzesze turystów. Festiwale operowe są
organizowane oprócz Bydgoszczy także w Krakowie,
Warszawie, Poznaniu, a nawet w małych
miejscowościach: Krynicy, Ciechocinku, Krośnie
oraz Sopocie. Wszystkie one są atrakcją
turystyczną sezonu, i przyciągają do tych miast
zwykle zamożnych turystów.
Opera w mieście
średniej wielkości
W Niemczech na 150 teatrów 95 to tzw. teatry
operowe, technicznie dostosowane do grania oper
(np. scena taka musi posiadać kanał orkiestrowy,
tzw. orkiestron), posiadające często własny chór
i orkiestrę. Regułą jest, że w miastach średniej
wielkości teatry są dostosowane do
wieloprofilowości, tzn. mogą służyć i teatrom, i
operom, i spektaklom dla dzieci.
Wyspecjalizowane teatry: tylko dramatyczne lub
tylko opery to domena wielkich ośrodków
miejskich.
Budowa budynku teatru operowego od podstaw to
wydatek rzędu około 50- 100 mln PLN. Budowa
opery jednak nie jest taka tragicznie kosztowna
dla samorządów jak by się jednak wydawało, a
wysoki poziom dofinansowania tych inwestycji z
funduszy europejskich powoduje, iż opery w
Polsce wbrew pozorom się buduje. Budowa nowej
opery w Krakowie będzie kosztowała ponad 54 mln
zł, z czego 75 proc. pieniędzy pochodzić będzie
ze środków strukturalnych, a władze dopłacą
tylko ok. 15 mln. Budowę już rozpoczęto. Także w
Białymstoku rozpoczęto już prace projektowe nad
budynkiem tamtejszej opery.
Budowa opery leśnej
Jednak najtańszym sposobem na pozyskanie obiektu
przystosowanego do wystawiania oper jest budowa
od podstaw zadaszonego amfiteatru dostosowanego
do roli „opery leśnej”, nadającej się do
wystawiania nawet monumentalnych sztuk. Jeśli
miasto pozyska dofinansowanie z funduszy
unijnych do takiej inwestycji, to obejdzie się
bez wielkich wydatków i wydatki z budżetu
miejskiego mogą ograniczyć się do kilku milionów
PLN. Wówczas możliwe jest odbicie się od
kulturalnego dna i aktywne przyciąganie do
miasta teatrów operowych, które do tej pory
mogły występować jedynie w dużych ośrodkach.
Możliwe będzie również organizowanie festiwali
operowych lub innych, bez podejmowania
ekonomicznego ryzyka że w przypadku załamania
pogody impreza legnie w gruzach, jak to miało
miejsce w niezadaszonym amfiteatrze. Jednym
słowem- miasto zyska obiekt koncertowy z
prawdziwego zdarzenia, sezonowy co prawda, ale
lepszy niż jego zupełny brak.
Finansowanie działalności impresaryjnej teatru
operowego jest możliwe, ponieważ to samorządy
wojewódzkie są odpowiedzialne za finansowanie
scen operowych w polskich regionach. Tak więc
prawdopodobnie często dochodzić będzie do
sytuacji, w której finansowany ze środków
województwa zespół operowy będzie dawał także
przedstawienia wyjazdowe w innych miastach,
także finansowane ze środków województwa. Jednak
warunkiem jest stworzenie instytucji
organizatora- teatru impresaryjnego, który
będzie pozyskiwał spektakle i organizował ich
finansowanie. Możliwe jest także organizowanie
np. festiwali operowych, które, jeśli
poprowadzone przez kompetentne osoby, szybko
mogą się stać magnesem rozsławiającym miasto w
Europie i przyciągać rzesze turystów- melomanów.
Sezonowość tego typu plenerowych obiektów w
miastach średniej wielkości nie jest aż tak
doskwierającą wadą, ponieważ całoroczna
działalność byłaby często nieuzasadniona
ekonomicznie. Typowa „opera leśna” działałaby na
zasadzie impresaryjnej, bez własnego stałego
zespołu i służyłaby jedynie przyjezdnym zespołom
operowym. Przykłady z RFN pokazują, iż taki
sposób organizowania oferty kulturalnej w
mieście średniej wielkości jest niezbyt trudny w
realizacji i gwarantuje wystawianie od kilku do
kilkunastu spektakli operowych rocznie. W
impresaryjnych teatrach operowych w RFN swoje
opery wystawia np. zespół Teatru Wielkiego z
Poznania. Trudno wskazać przyczyny, dla których
polskie teatry operowe nie miałyby grywać w
teatrach impresaryjnych miast średniej
wielkości, oczywiście poza brakiem warunków
technicznych.
Opera Sopocka…
Sopot jest przykładem niewielkiego miasta, które
znakomicie daje sobie radę dzięki operze leśnej,
będącej przecież tylko „unowocześnionym”
amfiteatrem (zadaszona widownia na 4500 widzów,
gigantyczna scena). Amfiteatr sopocki jest
jednak zarządzany przez osoby kompetentne i
głównie z tego powodu nazywa się operą, choć
mógłby pozostać zwykłym amfiteatrem. Całość
sopockiego amfiteatru jest przykryta dachem z
płótna zawieszonym na stalowych słupach i jest
pozbawiona ścian, co w efekcie daje wspaniałą
akustykę.
Opera-amfiteatr powstała w 1909 r. a swoją tak
prestiżową nazwę zawdzięcza przede wszystkim
historii. Otóż w latach 20 tych odbywał się tu
regularnie Festiwal Wagnerowski, rozsławiając to
miejsce w całej Europie jako "drugie Bayreuth"
(prestiżowy europejski festiwal operowy). Dziś
próbuje się na powrót festiwal operowy rozwinąć
i powrócić do dawnego wysokiego poziomu. W
operze leśnej ma miejsce także znany telewidzom
festiwal piosenki, organizowany dziś przez
prywatną telewizję TVN (ongiś TVP).
Ciekawe, czy festiwal sopocki miałby taki
prestiż, gdyby odbywał się w zwykłym
amfiteatrze, nie noszącym nazwy opery? Taka
nazwa to świetny chwyt marketingowy, więc wiele
polskich miast, przebudowujących swoje
amfiteatry do roli „plenerowej opery” powinny
także wykorzystać z dodającej tyle prestiżu
nazwy „opera”, dobrego chwytu marketingowego
skrzętnie stosowanego w Sopocie.
Opolski amfiteatr
Także W Opolu przebudowywany jest tamtejszy
amfiteatr, dziś miejsce corocznego Krajowego
Festiwalu Piosenki Polskiej. Za dwa lata i
tamten amfiteatr będzie zadaszony, wyposażony
będzie w nowoczesną, klimatyzowaną reżyserkę ze
stołami mikserskimi, a pod ziemią zbudowane będą
pomieszczenia dla Muzeum Piosenki Polskiej i
Miejskiego Ośrodka Kultury. Całość kosztować
będzie 35 mln PLN.
Co zrobić?
Brak infrastruktury
kulturalnej powoduje migrację do większych
ośrodków miejskich osób wykształconych
spragnionych bardziej elitarnych form rozrywki.
Trudno się temu procesowi dziwić- w końcu
obywatele dążą do zaspokojenia swych potrzeb i
stosują „głosowanie nogami”. Warto jednak starać
się powstrzymać odpływ kapitału ludzkiego
poprzez inwestycje w odpowiednią infrastrukturę
kulturalną. Miasta mają do wyboru: albo budować
nowe sale teatralno-operowe, albo też wznosić
tańsze, ale sezonowe „opery leśne”. Jeśli dane
miasto i region chcą zaistnieć na mapie
kulturalnej kraju, to nie obejdzie się bez
zainwestowania w te obiekty. Inaczej można na
zawsze pozostać „zaściankiem” i szybko stracić
szanse na pozyskanie cennego kapitału ludzkiego,
dla którego brak odpowiedniej oferty kulturalnej
może być mocno dokuczliwy. Pozwólmy zaistnieć
kulturze wysokiej w polskich miastach- przykłady
europejskie pokazują że to jest możliwe i
szeroko praktykowane.
|